Dwa dni wcześniej użył go poseł województwa trockiego, Władysław Siciński, podstarości upicki. Nie zgodził się on na przedłużenie obrad Sejmu poza prawnie przewidziany czas 6 tygodni. Miał swoje interesy i nie chciał, aby one ucierpiały z powodu zajęć sejmowych. Kiedy więc 11 marca Siciński w sejmie się nie pojawił, Fredro uznał zerwanie obrad za obowiązujące i rozpuścił posłów do domów.
Fredro bronił zasady liberum veto, argumentując, że daje ona jednostkom wybitnym możliwość działania na rzecz dobra publicznego w momencie, gdy wszyscy inni, mniej cnotliwi, skorumpowani, bądź ogłupieni, dbają przede wszystkim o własne interesy.
Po raz pierwszy zerwanie Sejmu w czasie obrad nastąpiło dopiero w 1669 roku w Krakowie. Dokonał go poseł wołyński Jan Aleksander Olizar, a marszałek Andrzej Krzycki, na tydzień przed końcem obrad, ogłosił ich zakończenie.
Generalnie liberum veto było nadużywane i stało się źródłem kuriozalnej destrukcji legislacyjnej czyniącej Polskę osobliwą.
Z zasadą “nie pozwalam” zerwała Konstytucja 3 Maja 1791 roku nie pozostawiając na niej suchej nitki, uznając dobro wspólne wyrażane wolą większości za imperatyw.











