Pierwsze zdanie statutu PZPR brzmiało: “Polska Zjednoczona Partia Robotnicza jest partią polskich komunistów, walczącą o interesy klasy robotniczej i ogółu ludzi pracy, o zbudowanie w Polsce ustroju socjalistycznego…”. Dalej w punkcie II statutu (zasady członkostwa partii) czytamy m.in…”.Każdy członek partii ma obowiązek przyswajać i popularyzować marksizm-leninizm i politykę partii”. Ludzie pokroju Kwaśniewskiego i jemu podobni odcinają się dziś od swoich komunistycznych korzeni. Jak diabeł święconej wody, boją się swojej komunistycznej przeszłości i wszelkiego powinowactwa z nią. Pozują na zachodnioeuropejskich socjaldemokratów, są – na zewnętrzny użytek – liberalni w poglądach na gospodarkę, na społeczeństwo, na państwo. Ale ten polski komunizm wywarł na nich swoiste piętno. Kwaśniewski nadal jest kibicem Rosji, choć ona go upokorzyła go wielokrotnie, a ostatni raz kilka lat temu, kiedy w Moskwie obchodzono rocznicę zakończenia wojny. Kibicuje Rosji we wszystkim. Za swojej prezydentury zaledwie zająknął się o pełną dokumentację zbrodni katyńskiej, a kiedy w Charkowie czczono pamięć pomordowanych , to kompletnie pijany chwiał się na nogach nad grobami polskich żołnierzy. To był policzek wymierzony wszystkim Polakom i najboleśniejszym wydarzeniom w naszej historii. O tym nie powinniśmy zapominać!
Kwaśniewski pozujący na światowca, pozostał w duchu komunistą. Marksizm-leninizm, w zgodzie ze statutem swojej partii, promuje na swój sposób. Ściskał się z czekistą Putinem, odwiedził swego czasu mauzoleum na Placu Czerwonym, miał w swoim gabinecie przezydenckim niejakiego Cioska, eksambasadora PRL w Moskwie, zagorzałego komunistę i propagatora tamtejszych idei. A ci wszyscy ludzie wokół niego, popłuczyny tamtego ustroju, tylko czekają na powrót dawnych, tak pięknych dla nich dni. Natomiast ich przywódca tylko patrzy, jak tu czmychnąć z Polski Miał apetyt na sekretariat generalny ONZ w Nowym Jorku, miał chętkę na prezydenturę w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim, zabiegał o swoje stanowiska rokrocznie podczas światowego forum w Davos w Szwajcarii, zabiegał w Ameryce, Paryżu, Londynie. Jako prezydent wielkiego eueropejskiego kraju był podejmowany wszędzie, choć jego komunistyczny rodowód wszystkim był znany. Nawet Jan Paweł II, kiedy kończył jedną z pielgrzymek po Polsce, na lotnisku w Balicach zaprosił go do swojego papamobile.
W ten sposób umacniał się wizerunek Kwaśniewskigo, który dziś owocuje wysoką pozycją rankingową. Dziś jego LiD, jeżeli wierzyć sondażom, uzyskuje trzecie/czwarte miejsce w wyborczej zgadywance. I w razie wyborów, wchodzi do sejmu, w ewentualnym nowym rządzie marzy się Kwaśniewskiemu stanowisko premiera. Skoro nie ma ONZ, niech będzie przynajmniej w Polsce dobra fucha.
Co za czasy, co za ludzie…
Magazyn “Centrum”











