Ponieważ zgłoszono zastrzeżenia do 1,5 procent głosów, trzeba poczekać do ostatecznego rozpatrzenia protestów. Wydaje się jednak, że Pedro Pablo Kuczyński został prezydentem Peru niemal na pewno.
Polskie nazwisko i pochodzenie Padro Pablo Kuczyńskiego ekscytuje. Piszący te słowa miał okazję zostać przyjętym przez – jak wszystko na to wskazuje – prezydenta Peru, który udzielił mu jedynemu, jak dotąd, polskiemu dziennikarzowi wywiadu.
Niżej fragment dotyczący polskich korzeni.
– Pomówmy o Pana polskich korzeniach?
– Rodzina mego ojca wywodzi się z Poznania i okolic. Dziadkowie, krótko przed jego urodzeniem, w 1890 roku, przenieśli się do Berlina. Ojciec ukończył tam studia medyczne i w 1912 roku uzyskał tytuł doktora. Podczas I wojny światowej wcielono go do armii niemieckiej. Brał w niej udział w kampanii bałkańskiej, w kilku bitwach na terenach Rumunii i Turcji, a następnie na terenach Warmii i Mazur. Po wojnie skoncentrował się na pracy naukowej. Uczestniczył w wielu ekspedycjach m.in. na Syberię, do Mongolii i Chin, do kilku krajów afrykańskich i wreszcie w 1929 roku do Brazylii. Miał ustalić “mapę chorób” nękających ludność rejonu Amazonii, m.in. cholery, tyfusu i trądu. Ta wielce “zagadkowa” i niezrozumiała wtedy choroba była prawdziwą plagą. Przypisywano jej rozmaite, wielokroć magiczne interpretacje. Amazonką dotarł w 1935 roku ze swoją ekspedycją do Iquitos we wschodnim Peru. Tam założył stanowisko lecznicze San Pablo. Jego badania szybko zyskały rozgłos. Został zaproszony do stolicy i zaproponowano mu posadę dyrektora generalnego systemu publicznej opieki zdrowotnej. Przyjął ofertę i stworzył od podstaw medycynę społeczną w tym kraju.
– W Limie zakochał się w pięknej Franuzce?
– Była profesorem literatury Uniwersytetu Genewskiego z naukową wizytą w Peru. Osobą utalentowaną muzycznie, grającą na fortepianie i flecie na poziomie koncertowym. Podbrali się w 1937 roku, a rok później się urodziłem. Wkrótce przyszedł na świat mój brat.
– Profesorostwo Kuczyńscy nie chcieli wracać do Europy?
– Mieli takie plany. Ojciec miał zaproszenia do podjęcia pracy naukowej z Niemiec, Szwajcarii, Francji i Polski. Wybuch II wojny udaremnił te zamiary. Po niej, ojciec dobiegał 60-tki i praktycznie wrósł już w tutejsze realia. Był Peruwiańczykiem. Był też w najlepszym sensie tego słowa wolnomyślicielem i człowiekiem wyczulonym na swobody ludzkie i obywatelskie. Po przewrocie wojskowym w Peru, w 1948 roku, został wsadzony do więzienia wraz z wieloma innymi profesorami, twórcami i intelektualistami. Wyszedł po roku i powrócił do pracy naukowej. Badania, jakie prowadził aż do śmierci, w 1967 roku obejmowały zagadnienia od antropologii po epidemilogię, od bakterilogii po metabolizmu i odżywianie, od ochronę zdrowia publicznego po uzależnienia narkotykowe. Pozostawił po sobie gigantyczny dorobek naukowy. Został zachowany we wdzięcznej pamięci swej nowej ojczyzny. Jestem z niego bardzo dumny. Podobnie jak i nazwiska, które noszę.
– “Kuczyński” raczej nie pomaga w robieniu kariery ani w świecie latynoskim, ani anglosaskim. Nie chciał Pan zmianić nazwiska na łatwiejsze?
– Mój ojciec wprowadził je do historii Peru. Nigdy nawet nie pomyślałem o zmianie. Musimy szanować nasze korzenie.











