O kim mowa? O wiecznych studentach, czyli osobach sprytnie przedłużających sobie młodość (w przypadku mężczyzn uciekających w ten sposób także przed pójściem do wojska) poprzez przekładanie egzaminów, powtarzanie roku, branie urlopów dziekańskich, rozpoczynanie nowych kierunków.
Doskonale pamiętam takich kolegów z lat 70. ubiegłego wieku, kiedy bycie wiecznym studentem nobilitowało i budziło podziw.
Czasy zmieniają się jednak i dzisiaj Uniwersytet Jagielloński chce pozbyć się tych ludzi, rygorystycznie wyznaczając studentom termin zdania indeksu zaraz po zakończonej sesji lub obrony pracy dyplomowej.
Stary regulamin pozwalał na różne sposoby omijać te wytyczne i przesuwać zakończenie studiów nawet o kilkanaście miesięcy, co – jak uważają obecne władze najstarszej polskiej uczelni – było niesprawiedliwie w stosunku do sumiennych żaków.
Według nowego regulaminu trzeba się obronić najpóźniej do 30 września. Te zmiany mają zdyscyplinować nie tylko studentów, ale również wykładowców, którzy często sprzyjali przesuwaniu terminów obron prac licencjackich i magisterskich, a nawet sami nakłaniali studentów do zwolnienia tempa ich przygotowania.
Jerzy Bukowski











