Co pewien czas powraca w Brukseli problem potrzeby zrównania komunizmu z nazizmem. Od kiedy w UE znalazły się zniewolone przez niemal pół wieku przez sowiecki reżim Polska i państwa bałtyckie, jest on systematycznie podnoszony w wypowiedziach ich przedstawicieli.
Niestety, kraje zachodniej Europy nadal stosują różne miary w ocenie tych dwóch ludobójczych systemów. O wiele łatwiej jest im zabierać głos w sprawie konieczności ścigania i jednoznacznego nazwania jako zbrodni czynów, popełnionych w dawnej Jugosławii, czy też w Rwandzie (nie mówiąc już o Holokauście), aniżeli przyznać, że komunizm był czymś równorzędnym, jeżeli nie znacznie gorszym.
Minister Ćwiąkalski powiedział, że przekonanie ich do potępienia sowieckich zbrodni może potrwać wiele lat, ponieważ trzeba będzie dokonać prawdziwej rewolucji w poglądach polityków, którzy do tej pory uważają, że o ile nazizm był ze swej istoty ludobójczą ideologią, o tyle komunizm miał wiele słusznych założeń, które uległy licznym wypaczeniom.
Chociaż dla Polaków, Litwinów, Łotyszy, Estończyków, Słowaków, Czechów, Słoweńców, czy Węgrów takie spojrzenie na najnowszą historię Europy świata jest z gruntu fałszywe, to dla Francuzów, Włochów, czy Hiszpanów wydaje się ono całkiem dobrze ugruntowane. Z tego też powodu, pomimo starań państw bałtyckich – popartych przez Polskę oraz Słowenię – w przyjętej w ubiegłym roku ramowej decyzji, dotyczącej walki z rasizmem i ksenofobią, nie uwzględniono stalinowskich zbrodni.
Ministrowie 27 krajów UE zobowiązali jednak Komisję Europejską do przeprowadzenia ogólnounijnej debaty na ten temat i przygotowania w ciągu dwóch lat nowych propozycji legislacyjnych. Zdaniem większości z nich postulaty nowych państw członkowskich ze wschodniej części kontynentu zasługują bowiem – tak z moralnego, jak i z historycznego punktu widzenia – na poważne potraktowanie.
Jerzy Bukowski













