Kiedy słucham zasłużonych towarzyszy z Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, którzy kandydując w tegorocznych wyborach parlamentarnych z list Sojuszu Lewicy Demokratycznej udają, że są szczerymi demokratami i nic nie łączy ich z komunistycznym reżimem PRL, chociaż gorliwie wspierali go do samego końca, przypomina mi się stara anegdota.