Jak poinformował dziennik “Metro”, “przeciętny Francuz przejada na mieście 900 euro rocznie, Czech – 350 euro”, podczas gdy Polak tylko 100 euro (ale pięć lat temu dwa razy mniej).
Większych obrotów nie odnotowują jednak eleganckie restauracje (chociaż te najbardziej wykwintne i ekskluzywne mają nadal spore zarobki), ale fast foody. Mieszczą się one w wielu super- i hipermarketach oraz w galeriach handlowych, gdzie robiący zakupy rodacy decydują się spożyć ciepły posiłek.
Np. liczba klientów punktów gastronomicznych sieci Ikea wzrosła ostatnio o ponad 10 procent. Oglądając i kupując meble, klienci decydują się na słynne już szwedzkie klopsiki w cenie niecałych 9 złotych (tyle samo kosztuje zestaw obiadowy z kotletem schabowym).
“- Jest spora grupa osób, która przyjeżdża do naszych salonów specjalnie po to, by tu się stołować. Bardzo duży wzrost zainteresowania obserwujemy też w naszych bistro barach, w których można kupić m.in. hot-doga za złotówkę” – powiedziała “Metru” Aleksandra Sikora z Ikei.
Większą ilość klientów odnotowują także gastronomiczni potentaci w zakresie fast foodów: McDonald, Burger King, KFC.
A swoją drogą to ciekawe zjawisko: iść do Ikei nie po szafę lub stolik, ale na klopsiki po szwedzku.
Jerzy Bukowski











