Jerzy Urban wyznacza dziennikarskie standardy

W najczarniejszych prognozach nie przewidywałem, że będę musiał kiedyś szczerze pochwalić Jerzego Urbana - powszechnie znienawidzonego rzecznika rządu PRL w jej schyłkowych latach, czołowego i doszczętnie załganego piewcę komunistycznej propagandy, a obecnie (od niemal 20 lat) redaktora naczelnego satyrycznego tygodnika politycznego "Nie", specjalizującego się w wyśmiewaniu wszystkiego, co drogie patriotycznej i katolickiej duszy Polaka.

Glos polonii w usa
Głos Polonii w USA
16 marca, 2009
Post thumbnail default dark

A jednak potrzeba wypowiedzenia prawdy obliguje mnie do stwierdzenia, że to właśnie Urban pokazał polskim dziennikarzom, jak należy zachować się w sytuacji, w której ich tytuł popełnił rażący błąd, czyli opisał coś, co nie miało miejsca, zniesławiając w ten sposób ważnego polityka.

W sobotniej “Gazecie Wyborczej” na prestiżowej trzeciej kolumnie (całej!) ukazało się wydrukowane ogromnymi literami płatne ogłoszenie (specjaliści oceniają jego koszt na minimum sto tysięcy złotych), w którym redaktor naczelny “Nie” oraz wydawca tegoż tygodnika przepraszają byłego ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego RP profesora Zbigniewa Ćwiąkalskiego za opublikowanie w styczniu i w lutym dwóch “nieprawdziwych, naruszających jego godność, dobre imię oraz narażających go na utratę zaufania publicznego niezbędnego do wykonywania zawodu informacji” artykułów.

Co przypisało “Nie” Ćwiąkalskiemu? Że odwołanie go z ministerialnego stanowiska przez premiera Donalda Tuska nie było następstwem więziennego samobójstwa jednego z porywaczy i morderców Krzysztofa Olewnika, ale uczestnictwa w przyjęciu imieninowym Henryka Stokłosy, z którego wyjechał on z bagażnikiem pełnym wędlin, pochodzących od mającego spore kłopoty w prawem i dopiero co wypuszczonego z aresztu byłego senatora ziemi pilskiej. Dodatkowo tygodnik Urbana oskarżył krakowskiego profesora o wystawienie masarskiemu potentatowi rachunku z tytułu świadczonych mu przezeń usług adwokackich na kwotę 1 miliona dwustu tysięcy złotych oraz o pobranie od jego żony dwustu tysięcy złotych za zwolnienie go z aresztu.

Zarzuty były zabójcze dla osoby publicznej, zwłaszcza sprawującej funkcję ministra sprawiedliwości. Kiedy Ćwiąkalski ostro zaprotestował i zagroził pozwem sądowym, Urban bardzo szybko otwarcie przyznał, że on sami i jego pismo stali się ofiarami oszustwa, ponieważ pochopnie uwierzyli w przekazane im informacje od współpracującego z “Nie” od 8 lat dziennikarza o pseudonimie “Marek Paprykarz”, piszącego do “Tygodnika Nowego”, należącego do rodziny Stokłosów (byłego radnego powiatu pilskiego).

Jerzy Urban nie kluczył, nie odwlekał w czasie przeprosin, nie usiłował zwalić winy na kogoś innego, ani pomn iejszać swojej odpowiedzialności, ale przeprosił natychmiast pomówionego polityka w kilku gazetach i to tak wielkimi literami, jakich jeszcze nie widziałem przy podobnych okazjach. To właśnie on – symbol komunistycznego zakłamania i bezbrzeżnego cynizmu – postanowił nie czekać na wyrok sądu (proces trwałby pewnie długie miesiące, jeśli nie lata), ale pokazać całemu środowisku dziennikarskiemu, jak należy stosować wysokie standardy zawodowe – o hołdowanie moralnym raczej go nie posądzam – w trudnych dla siebie sytuacjach.

Przykro mi to pisać, ale śmiem wątpić, czy wielu tuzów polskiego dziennikarstwa potrafiłoby zdobyć się na podobny gest.

Jerzy Bukowski

Newsletter Dziennika Polonijnego

Zostaw pierwszy komentarz

Głos Polonii w USA – Beata

Głos Polonii w USA

New York, NY
  • Zweryfikowany
  • EN
    EN
  • PL
    PL
Profil firmy
Post
Filter