To nie był pierwszy proces w tej sprawie. Do tej pory nie udało się jednak skazać żadnej osoby odpowiedzialnej za tamtą masakrę. Kolejne umorzenia i uniewinniające zomowców wyroki witane były przez rodziny oraz przyjaciół pomordowanych górników okrzykami “hańba”. Teraz rozległy się oklaski i Mazurek Dąbrowskiego.
Jak słusznie powiedział Lech Wałęsa, sprawiedliwość dosięgła na razie tylko wykonawcę, czyli miecz. Może nadejdzie jednak czas na wyciągnięcie konsekwencji także wobec ręki, która nim władała i głowy, wydającej dyspozycje. Okazuje się bowiem, że konsekwencja adwokatów – procesowych pełnomocników rodzin ofiar pacyfikacji kopalni “Wujek” przynosi wreszcie efekty. Można więc z nadzieją i optymizmem patrzeć w przyszłość, znaczoną kolejnymi rozprawami, w których na ławie oskarżonych będą zasiadać coraz wyżsi przełożeni skazanych zomowców.
Od samego początku było oczywiste, że sprawa jest wyjątkowo trudna. Nikt nie miał wątpliwości co do tego, kto ponosił moralną i polityczną odpowiedzialność za śmierć górników, ale wielu wyrażało daleko posunięty sceptycyzm co do możliwości udowodnienia indywidualnej winę konkretnym zomowcom i ich przełożonym. Teraz, kiedy zapadły pierwsze wyroki, zarysowała się szansa na złamanie zmowy milczenia. Jeśli sąd apelacyjny nie uchyli kar dla skazanych członków plutonu specjalnego, może wróci im pamięć i zechcą powiedzieć, od kogo i jakie otrzymali rozkazy przed udaniem się z bronią palną do kopalni “Wujek”.
Obraz wzruszonych ludzi, śpiewających na sądowej sali “Jeszcze Polska nie zginęła”, na trwałe zapisze się w zbiorowej świadomości naszego narodu.
Z Krakowa dla www.Poland.US
Jerzy Bukowski













