Barszcz Sosnowskiego – bo o nim mowa – został sprowadzony do Polski ze Związku Sowieckiego jeszcze za czasów komunizmu jako bardzo wydajna roślina paszowa. Niestety, wkrótce okazało się, że osiąga nawet ponad 4 metry wysokości i jest bardzo niebezpieczny, zwłaszcza podczas upałów. Jego liście powodują rozległe i niezwykle bolesne oparzenia.
Najczęściej można się z nim zetknąć nad rzekami, stawami i innymi rozlewiskami, ponieważ lubi wilgoć i wysokie temperatury. A ponieważ taka pogoda właśnie zapanowała z początkiem lipca w południowej Polsce, gdzie rejestruje się jego największe skupiska, łatwo nań trafić.
Jeżeli służby miejskie stwierdzają obecność tej rośliny na swoim terenie, do jej likwidacji wysyłają strażników ubranych w specjalne kombinezony. Ostatnio rozprzestrzenił się w Zakopanem, w Nowym Sączu i w Krakowie.
Barszcz Sosnowskiego jest bardzo trudny w usuwaniu, szybko się też odradza, nawet kiedy zostaje dokładnie wykorzeniony. W poprzednich latach próbowano zalewać betonem miejsca, w których rośnie, obecnie stosuje się jednak tradycyjne metody, czyli wycinanie, wyrywanie i spryskiwanie silnymi środkami chwastobójczymi.
Turysto, strzeż się więc niejadalnego, a za to boleśnie parzącego barszczu Sosnowskiego!
Jerzy Bukowski












