Mam nadzieję, że ta telewizyjna wypowiedź przyszłego premiera pomoże przełamać wyraźny kryzys, jaki zarysował się między nim a Lechem Kaczyńskim. Lodowate stosunki między dwoma najważniejszymi ludźmi w państwie nie są zaś korzystne ani dla niego, ani dla jego obywateli.
Można oczywiście zastanawiać się, na ile te przeprosiny są szczere, a na ile wyłącznie koniunkturalne, mające jedynie wzmocnić i tak już znakomity wizerunek medialny Tuska, ale magiczne słowo “przepraszam” wreszcie padło. Jest to niepodważalny fakt o dużym znaczeniu politycznym.
Uważam, że przywódca zwycięskiego ugrupowania zachował się godnie i zarazem zgodnie z zasadami politycznej gry. Wziął także z góry pod uwagę pozytywną reakcję opinii publicznej na swoje przeprosiny. Jako młodszy wiekiem, stażem, doświadczeniem oraz dorobkiem polityk potrafił wznieść się ponad osobiste urazy i czynnie udowodnić, że naprawdę szanuje głowę państwa, co musiało się spodobać zdecydowanej większości Polaków. Nie wiem wprawdzie, czy jego partyjne otoczenie będzie z tego powodu szczęśliwe, ale tym pięknym gestem niewątpliwie zdobył sobie społeczny poklask i postawił Prezydenta RP w trudnej sytuacji.
Skoro – jak powiedział Jarosław Kaczyński – brak gratulacji ze strony jego brata pod adresem lidera Platformy Obywatelskiej za wyborczy triumf spowodowany był wyłącznie oczekiwaniem na przeprosiny za zbyt mocne słowa, jakie padły w trakcie parlamentarnej kampanii, to owa zasadnicza przeszkoda została już usunięta. Teraz ruch należy do głowy państwa. Czy doczekamy się więc już wkrótce zaległych gratulacji?
Z Polski dla poland.us
Jerzy Bukowski











