Podkreślił, że samo dotarcie do poszkodowanego wymagało zaangażowania wielu ratowników i było skomplikowane, ponieważ z uwagi na trudny teren nie dało się tam wylądować śmigłowcem, dlatego trzeba było zastosować tak zwaną technikę długiej liny, czyli podebranie poszkodowanego na nosze zaczepione do liny wyciągarki.
“W Pieninach bariery oddzielają szlak lub punkt widokowy od przepaści. Niestety, turyści często chcąc na przykład zrobić sobie zdjęcie lub spojrzeć w dół, ulegają wypadkom. Konieczny zwrócił uwagę, że wychodząc poza wyznaczone szlaki i strefy można wejść w rumosz skalny, który jest niestabilny i ciężko na nim utrzymać równowagę. Często w ten sposób dochodzi do wypadków, które kończą się nawet śmiertelnie. Wychodzenie poza wyznaczone szlaki jest również bardzo niekorzystne dla przyrody. W Pieninach na przykład występuje wiele gatunków endemicznych, które można napotkać tylko na tym obszarze” – czytamy w depeszy PAP.










