Prezydent skreślił wiele nazwisk z przygotowanej przez ministra obrony narodowej Bogdana Klicha listy kandydatów do generalskich awansów z okazji tegorocznego Święta Konstytucji 3 Maja. To jego ustawowe prawo, podobnie zachowywali się zresztą także poprzednicy Kaczyńskiego, bo w sprawach personalnych często iskrzy i każdy z decydentów chce pokazać swoją władzę.
Dlaczego spór o generalskie lampasy ujrzał jednak światło dzienne? Czy w takich kwestiach nie powinna obowiązywać pełna dyskrecja? Jeśli jej brakuje, rozpoczynają się natychmiast podszyte sensacją spekulacje co do nazwisk, wpływów, nacisków, itp. I jak mają się wtedy czuć ci ministerialni kandydaci, których skreślono w pałacu prezydenckim?
Armia jest od tego, żeby bronić ojczyzny i nie angażować się w żadne polityczne przepychanki (stąd określano ją w dawnych czasach “wielkim niemową”). Miarą odpowiedzialności prezydenta, premiera i ministra obrony narodowej jest zaś niewciąganie jej do ich konfliktów, bo może to mieć fatalne następstwa.
Tej nieodzownej dla prawdziwych mężów stanu cechy najwidoczniej zabrakło na szczytach polskiej władzy przed 3 Maja.
Jerzy Bukowski













