To, co napisałem powyżej nie jest bynajmniej żartem, zwłaszcza że pieniądze na szkolenie sprzątaczek zakopiański urząd dostanie z Europejskiego Funduszu Społecznego. Sprawa jest więc niezwykle poważna i tak też traktuje się ją pod Tatrami. Wymachiwanie miotłą, używanie mopu i odkurzanie mebli wymaga – wedle tamtejszych urzędników – wysoko kwalifikowanych pracowników.
No cóż, żyjemy w czasach, których znamieniem jest wąska specjalizacja zawodowa. Każdy fachowiec jest – a przynajmniej powinien być – mistrzem w swojej dziedzinie, niewielu zna się jednak choć trochę na tym, co robią jego pracujący w pokrewnych branżach koledzy, chociaż ukończyli ten sam kierunek studiów. Jeden laryngolog bada wyłącznie uszy, drugi zyskuje sławę zaglądając do gardła, do jeszcze innego trzeba się udać w przypadku kłopotów z nosem. Czy może więc dziwić głębokie przekonanie dyrektora Gąsienicy-Walczaka, że także najzwyklejsze sprzątanie wymaga specjalistycznego szkolenia, a przepustką do kariery winno stanowić zaświadczenie jego ukończenia?
Idąc za jego tropem myślenia i traktując owo zagadnienie z pełną powagą zastanawiam się, czy do dyplomu wpisywane będą oceny z poszczególnych przedmiotów kursu, co pozwoliłoby odpowiednio zaprogramować zawodową przyszłość pań z miotłami. Te, które wykazałyby się niezłą znajomością angielskiego powinny otrzymywać prace w hotelach przyjmujących głównie zagranicznych gości, choćby nawet nie zabłysnęły na egzaminie z polerowania szklanek i kieliszków. Prymuski w szybkim i dokładnym odkurzaniu powinny bez najmniejszego problemu znaleźć zatrudnienie w Muzeum Tatrzańskim, a mistrzynie w myciu okien trafić do biur.
Górale powątpiewają jednak w możliwość skutecznego połączenia teorii z praktyką i twierdzą, że bez protekcji nie sposób dziś zdobyć w zimowej stolicy Polski żadnej pracy. Nie pomagają nawet dyplomy doktorskie i znakomite referencje, jeżeli kandydata nie poprze jakiś swojak. Jest więc wysoce prawdopodobne, że i kwalifikowane sprzątaczki podzielą smutny los ludzi świetnie przygotowanych do zawodu, ale bezsilnych – w przypadku braku “pleców” – na rynku pracy.
Z Krakowa dla www.Poland.US
Jerzy Bukowski











