Dziwię się Tuskowi, że dokonując tak poważnej rekonstrukcji swego gabinetu nie pozbył się przy tej znakomitej okazji wyjątkowo kiepskiego i kompromitującego ideę walki z korupcją urzędnika. Z Pitery – mającej być w założeniu skuteczną polityczną przeciwwagą dla Mariusza Kamińskiego – śmieją się od dawna nie tylko polityczni przeciwnicy rządu i Platformy Obywatelskiej, ale także ludzi bliscy premierowi. Robi ona wokół siebie wiele szumu, kreuje się na naczelnego pogromcę korupcji w Polsce, ale efekty jej działalności są żadne.
Jest natomiast Pitera niekłamaną mistrzynią autopromocji. Od wczesnego rana do późnego wieczora pełno jej w mediach, a zwłaszcza w stacjach telewizyjnych i w rozgłośniach radiowych. Uwielbia tam błyszczeć, zabierając głos na każdy temat i wygłupiając się znacznie mniej wdzięcznie, niż Nelly Rokita, która wywołuje przynajmniej salwy zdrowego śmiechu.
Obojętne jaki jest temat programu czy audycji, Pitera czuje się w obowiązku wygłosić swój jedynie słuszny pogląd, zaperzając się i wchodząc w ostre polemiki także ze specjalistami w danej dziedzinie, co wygląda dosyć żałośnie, zważywszy że pełniona przez nią funkcja wymaga raczej dyskrecji niż rozgłosu..
Obserwując jej liczne występy nieustannie zadaję sobie pytanie: kiedy ma ona czas na pracę? Premier powierzył jej przecież odpowiedzialne zadania, m.in. przygotowanie projektów legislacyjnych w zakresie walki z korupcją. Jakże może ona jednak zajmować się tymi sprawami, skoro bez przerwy występuje w mediach lub jest w drodze do i z nich?
Tusk zaprzepaścił znakomitą okazję do pozbycia się Pitery. Na fali budzących wielkie emocje dymisji prominentnych ministrów jej zwolnienie (a może nawet likwidacja zajmowanego przez nią i chyba zupełnie zbędnego – skoro funkcjonuje, odnotowując wymierne sukcesy, Centralne Biuro Antykorupcyjne – stanowiska) przeszłoby niemal niezauważenie, czyli adekwatnie do dorobku, jakim może się poszczycić.
Jerzy Bukowski











