Jakiekolwiek są powody tej karkołomnej tezy, argumenty na jej rzecz nie wytrzymują racjonalnej krytyki. Wałęsa twierdzi, że Jaruzelski nie był zobligowany do zawarcia porozumienia z “Solidarnością”, a jednak to zrobił. Owszem, tak było, ale sąd będzie orzekał o ewentualnym popełnieniu przez niego zbrodni komunistycznej w grudniu 1981 roku, a nie oceniał tego, jak postępował on 8 lat później, przymuszony zresztą zewnętrznymi okolicznościami. Warto przypomnieć, że Jaruzelski jeszcze w 1988 roku, kiedy komunizm chwiał się już w posadach, wygrażał z pierwszomajowej trybuny działaczom opozycji, z którymi niecały rok później zasiadł do rozmów Okrągłego Stołu. Usiłował bowiem bronić swojego reżimu do samego końca i zmienił taktykę dopiero w ostatniej chwili.
Wałęsa podkreśla, że jest przeciwny wszelkiej wendecie i doraźnej sprawiedliwości. Uważa, że walczył o państwo, które potrafi dokonać rozrachunku, ale nie porachunków z własną przeszłością. Nie wchodząc w zawiłości semantyczne trzeba stwierdzić, że rozprawa sądowa nie jest dokonywaniem doraźnych porachunków, ale wymierzaniem sprawiedliwości z poszanowaniem prawa oskarżonych do przyjęcia dowolnej linii obrony i przedstawienia wszystkich dowodów na swoją niewinność, jakie potrafili zgromadzić.
Nawet jeśli przyjąć, że prokurator zawsze patrzy na prowadzoną przez siebie sprawę z własnego, z konieczności subiektywnego punktu widzenia, to takie samo prawo do swojego spojrzenia mają również oskarżeni, a każda wątpliwość jest rozpatrywana na ich korzyść. Niezawisły sąd niepodległego i demokratycznego państwa ma zaś wydać wyrok po uwzględnieniu wszystkich argumentów, dowodów, zeznań, itp. Nie chce mi się wprost wierzyć, aby były prezydent Rzeczypospolitej nie miał wystarczającej wiedzy o tak prostych kwestiach z zakresu prawa.
Większego komentarza nie wymaga konstatacja Wałęsy, że według sondaży połowa Polaków podziwia Jaruzelskiego. Sąd nie bierze przecież pod uwagę badań opinii publicznej, za taką zaś, a nie inną ocenę przez społeczeństwo komunistycznego dyktatora odpowiada m.in. także sam Wałęsa, To za czasów jego prezydentury – mimo licznych zapowiedzi przyspieszenia procesu rozliczania przeszłości – skutecznie zamazywano kontury moralnej i historycznej odpowiedzialności polskich komunistów za zdradę stanu, jakiej się permanentnie dopuszczali przez cały okres PRL.
Kuriozalnie brzmią słowa z cytowanego wywiadu: Rodzina Jaruzelskiego walczyła o te same nasze sprawy, o wolną Polskę. A on, generał, w innej historii i w innym kontekście byłby wielkim człowiekiem. Nie wiem, co ma do rzeczy rodzina oskarżonego, ryzykowna jest natomiast historiozoficzna koncepcja (rodem z wprost z książki jednego z klasyków marksizmu Jerzego Plechanowa “O roli jednostki w historii”), wedle której o tym, jak zachowuje się dany człowiek decydują wyłącznie okoliczności, w jakich przyszło mu działać. Nie sądzę, by Wałęsa czytał Plechanowa, ale może oglądał film Krzysztofa Kieślowskiego pt. “Przypadek”, w którym przedstawiona jest taka właśnie teza o tym, że – by zacytować innego klasyka marksizmu, tyle że poetę – jednostka zerem, jednostka niczym.
Rozumiem, że z żarliwą obroną swojego podwładnego wystąpił w liście do polskiego sejmu Michaił Gorbaczow. To nawet ładnie z jego strony, że broni tego, który popełniał zbrodnie na własnym narodzie w interesie mocarstwa, którego on był kolejnym przywódcą. Gdyby żył Leonid Breżniew, wystawiłby Jaruzelskiemu jeszcze lepsze świadectwo.
Dlaczego w pokrętny logicznie i naganny moralnie sposób z obroną Jaruzelskiego występuje jednak Wałęsa? Gdyby powiedział, że cierpliwie czeka na wyrok sądu i zapowiedział jedynie, że w razie skazania komunistycznego przywódcy na karę więzienia będzie apelował do prezydenta RP o zastosowanie prawa łaski, mógłbym zrozumieć – z etycznego punktu widzenia – jego postępowanie i pochwalić je nawet jako przejaw wielkoduszności oraz zastosowania w praktyce chrześcijańskiego miłosierdzia. Występowanie przeciw sądzeniu człowieka, mającego na rękach krew wielu Polaków i odpowiedzialnego za cywilizacyjne zapóźnienie naszego kraju jest jednak czymś zgoła nieracjonalnym oraz wysoce szkodliwym ze społecznego punktu widzenia. Szkoda, że tak zachowuje się bohater jednej z najpiękniejszych kart polskiej historii najnowszej.
Jerzy Bukowski












