Powrócił teraz, ponieważ Polskie Koleje Górskie – nowy właściciel Polskich Kolei Linowych zobowiązały się w umowie prywatyzacyjnej, że zrealizują ten plan w ciągu trzech lat. Został mu jeszcze tylko rok.
“- Zdziwiłem się, gdy po raz pierwszy się dowiedziałem, że budowa tunelu została wpisana do umowy kupna PKL” – powiedział “Dziennikowi Polskiemu” ich prezes Janusz Ryś.
Po przeanalizowaniu tej koncepcji uznał jednak, że ma ona sens, ponieważ ułatwi narciarzom poruszanie się w rejonie Kasprowego, zwłaszcza drogę powrotną z górnej stacji krzesełek, którą chętni do zjazdu do Kuźnic lub przerzucenia się do kotła Gąsienicowego muszą pokonywać wspinając się po stromym stoku.
Tunel miałby 80-90 metrów długości, wchodziłoby się do niego z hallu budynku górnej stacji kolei linowej. Jego budowa nie powinna mieć wpływu na środowisko naturalne. Z informacji prezesa Rysia wynika, że przygotowano dwie wersje drążenia tunelu: przy pomocy ciężkiego sprzętu, albo ręcznie.
“Według tej drugiej, bardziej realnej koncepcji, samo przebicie się do Goryczkowej zajęłoby około trzech miesięcy. Wykończenie tunelu w środku to już inna sprawa. W tunelu PKL chciałyby postawić multimedialne tablice informacyjne o Tatrach, ale także zamontować windę, która mogłaby prowadzić do budynku obserwatorium meteorologicznego” – czytamy w gazecie.
Przeznaczony jedynie dla ruchu pieszego tunel nie będzie widoczny z zewnątrz.
Przeciwnikiem tej inwestycji jest dyrekcja Tatrzańskiego Parku Narodowego.
“- Ja mam wrażenie, że PKL wprowadzają kosmiczny pomysł, zupełnie nierealny” – określił swoje stanowisko na łamach “Dziennika Polskiego” dyrektor Ziobrowski.
Swój sprzeciw z pewnością wyrażą także organizacje ekologiczne. Szykuje nam się więc kolejna tatrzańska awantura.










