Nie trzeba mieć specjalnie bogatej wyobraźni, aby przewidzieć możliwe następstwa tej swoistej quadomanii. Wbrew pozorom nie chodzi mi jednak o tragiczne wypadki, powodowane przez małoletnich kierowców, bo – jak na tę liczbę czterokołowców – jest ich stosunkowo niewiele. Gorsze są konsekwencje ich używania przez dorosłych miłośników jazdy po bezdrożach w miejscach, w których nie powinny się one w ogóle pojawiać, np. w parkach narodowych i w ścisłych rezerwatach przyrody.
Pomimo zakazu wjeżdżania na ich teren jakimikolwiek pojazdami mechanicznymi, użytkownicy quadów szaleją po turystycznych szlakach, siejąc popłoch wśród czujących się na nich do tej pory całkowicie bezpiecznie pieszych. Ogłuszający ryk silnika powoduje, że z przerażeniem uskakują oni w bok, nie wiedząc, z której strony grozi im niebezpieczeństwo. Cierpi także leśna zwierzyna, niszczona jest unikalna przyroda.
Strażnicy parków nie swą w stanie wyśledzić łamiących przepisy quadowców, a nawet jeżeli ich zobaczą, to są bez szans na dogonienie umykających szybkimi pojazdami barbarzyńców, bo jest to chyba adekwatne określenie ludzi za nic mających sobie normy społecznego współżycia, wyznaczane m.in. kodeksem drogowym.
Jerzy Bukowski











