Późną jesień życia przeżywają teraz m.in. stalinowscy oprawcy, którzy w latach 40. i 50. minionego wieku prześladowali, torturowali oraz mordowali żołnierzy antykomunistycznego podziemia. Wielu z nich nadal czuje się w obowiązku dochowania tajemnicy służbowej w tej materii, czyli nieujawnienia okoliczności wykonywania wyroków śmierci na niezłomnych patriotach i miejsc ich pochówków.
Mimo tej zmowy milczenia Instytutowi Pamięci Narodowej udało się odkryć sporo anonimowych dołów śmierci, z których pieczołowicie ekshumowani są bohaterowie. Odnaleziono w nich szczątki legendarnych postaci, m.in. majora/podpułkownika Zygmunta Szendzielarza-“Łupaszki” i Danuty Siedzikówny-“Inki” oraz ludzi, których nazwiska są mniej znane, ale także poświęcili swoje życie w służbie idei wolnej, całej i suwerennej Rzeczypospolitej.
Mnóstwo takich miejsc czeka jednak jeszcze na odnalezienie i byli ubecy mogliby dopomóc w ich ustaleniu, gdyby tylko przestali być wreszcie lojalni wobec dawnych, nieżyjących już przełożonych, a zechcieli u schyłku swoich dni przysłużyć się niepodległej Polsce.
Nie rozumiem, dlaczego nadal uparcie milczą, skoro nie grożą im już żadne konsekwencje. Czyżby służba w zbrodniczej organizacji definitywnie pozbawiła ich zdolności rozpoznawania dobra i zła? Nie wierzę w to, bo sumienia nie da się tak łatwo zabić, nęka ono wyrzutami każdego, także zbrodniarzy.
Apeluję więc do wszystkich funkcjonariuszy aparatu terroru z okresu stalinizmu, aby złożyli w IPN zeznania dotyczące znanych im miejsc pochówków Żołnierzy Niezłomnych (Wyklętych), a do ich następców ze Służby Bezpieczeństwa PRL o ujawnienie okoliczności do tej pory nie wyjaśnionych zbrodni na działaczach opozycji po 1956 roku ze szczególnym uwzględnieniem stanu wojennego.
Panowie, będzie Wam to policzone na sądzie indywidualnym duszy, nawet jeżeli nie wierzycie w jej istnienie.










