Kontrowersje budzi natomiast motywowanie studentów poprzez wypłacanie im całkiem sporych (w stosunku do stypendiów) kwot za chodzenie z kwestionariuszami na wykłady, seminaria i ćwiczenia. Niektóre krakowskie wyższe szkoły ogłosiły swoisty casting na chętnych do zbierania opinii o kadrze naukowej.
Część środowiska akademickiego jest oburzona, uważając że ankiety powinni roznosić na zajęcia, dawać do wypełniania ich uczestnikom i przekazywać później do dziekanatów bądź rektoratów pracownicy administracyjni lub przedstawiciele samorządu studenckiego. Nie ma potrzeby, aby wydawać pieniądze na ten cel, zwłaszcza że powszechnie wiadomo, iż państwowe uczelnie liczą się z każdym groszem.
Sam byłem wielokrotnie oceniany w takich właśnie aninomowych badaniach (muszę pochwalić się użytkownikom portalu poland.us, że wypadałem w nich bardzo dobrze) jako wykładowca filozofii w Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Z ankietami przychodzili zawsze pracownicy Studium Psychologii i Pedagogiki, któremu rektor zlecił przeprowadzenie tych badań.
Raz stanąłem natomiast po drugiej stronie, ponieważ poproszono naszą katedrę o pomoc. Zanosząc wypełnione formularze do Studium zerkałem w nie i muszę przyznać, że niekiedy zimny pot spływał mi po plecach, kiedy czytałem nie tylko stanardowe oceny w skali 0-10 poszczególnych pracowników UE (wówczas jeszcze AE), ale także dopiski w dziale “dodatkowe uwagi”.
Były one często wprost zabójcze dla niektórych z nich i – co charakterystyczne – wszystkie grupy były raczej zgodne w swej ocenie poszczególnych profesorów, doktorów, magistrów. Pojawiały się tam informacje o regularnym nieprzychodzeniu na zajęcia, pogardliwym, a nawet chamskim traktowaniu studentów, słabym przygotowaniu merytorycznym i dydaktycznym.
Jaki był efekt? Okazało się, że z paroma najbardziej negatywnie ocenionymi pracownikami uczelnia rozstała się w dość nagłym trybie, z innymi przeprowadzono rozmowy dyscyplinujące. Nie wiem, czy zmienili swój stosunek do wypełniania zawodowych obowiązków, ale ponieważ widuję ich nadal na korytarzach oraz w stołówce, wnioskuję iż wyciągnęli właściwe wnioski i zaczęli jednak inaczej, czyli lepiej traktować studentów, a także przygotowywać się do zajęć.
Dobrze byłoby, gdyby ten system ocen wykładowców zadomowił się w naszych uczelniach i zaczął przynosić takie same konsekwencje personalne, jak w wyższych szkołach zachodniej Europy, a szczególnie USA, gdzie dwukrotnie negatywnie zaopiniowany przez studentów pracownik dydaktyczny musi szukać nowej pracy.
z Polski dla Amerykańskiego Portalu Polaków
Jerzy Bukowski















