Nie spodziewałem się, że tak szybko przyjdzie mi uzupełnić ów wykaz o zupełnie do tej pory nieznaną – oczywiście poza kręgiem pracowników Instytutu Pamięci Narodowej i historyków, zajmujących się tą dziedziną najnowszych dziejów – kategorię. Nie sądzę, aby użytkownicy poland.us słyszeli o niej wcześniej.
Chodzi o kontakty operacyjne kierownictwa służby, czyli osoby noszące w esbeckiej nomenklaturze kryptonim KOKS. Była to niezwykle cenna, można powiedzieć elitarna grupa donosicieli, prowadzonych bezpośrednio przez wojewódzkich szefów SB i najwyższych rangą funkcjonariuszy w warszawskiej centrali.
Otaczano ich szczególną opieką, dbając o to, by w aktach nie zachował się żaden ślad po współpracy z nimi. Nie byli w ogóle ewidencjonowani, tak więc o tym, kto był KOKS-em i jakich dostarczał informacji można się dzisiaj dowiedzieć jedynie od prowadzących ich oficerów. A ci – jako że spędzili w bezpiece wiele lat, osiągając w niej wysokie stanowiska i dogłębnie przesiąkając panującą tam mentalnością – nie są bynajmniej skorzy do zwierzeń, zwłaszcza przez historykami z IPN. Co gorsze, nie można być nigdy pewnym, czy to co obecnie mówią o przeszłości jest prawdą, czy też ma nadal służyć celowej dezinformacji.
O tej szczególnie groźnej dla działaczy i struktur antykomunistycznej opozycji grupie tajnych współpracowników SB dowiedziałem się dopiero z referatu doktora Filipa Musiała z Krakowskiego Oddziału IPN, wygłoszonego podczas sesji naukowej, poświęconej działalności małopolskiego aparatu bezpieczeństwa w latach 1944-1989.
Wspomniał on też o agentach, prowadzonych pod SOR-ami (sprawami operacyjnego rozpoznania). Zakonspirowywano ich, zakładając im takie właśnie sprawy, co pozwalało ukryć szczególnie ważnych współpracowników przed innymi komórkami bezpieki, a w oczach opozycji wyrobić im legendę figurantów, czyli osób inwigilowanych. Również o tej kategorii agentów niewiele można dziś powiedzieć bez opierania się na relacjach prowadzących ich niegdyś esbeków.
Okazuje się więc, że szperanie w przejętych przez IPN po UB i SB archiwach oraz prowadzenie rozmów tak z poszkodowanymi, jak i z ich prześladowcami, może doprowadzić do odkrycia jeszcze niejednej sensacji z najnowszej historii Polski.
Jerzy Bukowski













