Tak, jeśli spędza się ten wieczór w mieście, w którym utarł się zwyczaj odliczania minut pozostałych do północy na wielkim placu, w radosnym tłumie ludzi. Taka “nowa świecka tradycja” (by zacytować klasykę, czyli fragment kultowego filmu “Miś” Stanisława Bareji) narodziła się ostatnio także w Krakowie, gdzie Sylwestra pod chmurką spędzają na Rynku Głównym dziesiątki tysięcy mieszkańców podwawelskiego grodu oraz przyjezdnych.
Wychodząc na przeciw tej tradycji, niektóre położone w pobliżu Rynku restauracje (ze słynnym “Wierzynkiem” na czele) postanowiły zrezygnować z organizowania całonocnej zabawy sylwestrowej, proponując w zamian uroczystą kolację, ale bez występów artystycznych i parkietu tanecznego. Dobiegnie ona końca na dwie lub nawet trzy godziny przed północą, aby goście zdążyli jeszcze pobawić się na płycie Rynku i tam właśnie przywitać Nowy 2008 Rok.
Ponieważ taka kolacja kosztuje znacznie mniej niż “pełny” bal sylwestrowy, niektórzy krakowianie wpadli na znakomity pomysł: najpierw zamierzają spędzić późne popołudnie i wczesny wieczór w ekskluzywnym lokalu, następnie dać się ponieść euforii zgromadzonego po wieżą Ratuszową tłumu, by w pierwszych godzinach 1 stycznia zakotwiczyć w jakimś klubie czy pubie, gdzie za niewielką opłatą będą się mogli tanecznie wyszaleć do rana.
Tradycjonaliści wybiorą oczywiście całonocne bale, ale i tak coraz częściej zdarza się, że ich uczestnicy wymykają się tuż przed północą na Rynek, by później powrócić do suto zastawionych stołów i na parkiet. Cóż, każdy wybiera taki wariant sylwestrowej zabawy, jaki mu najbardziej odpowiada.
Jerzy Bukowski













