Ambasadorskie przepychanki

Premier Donald Tusk zamierza zablokować wyjazd dwóch ambasadorów na powierzone im przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego i poprzedni rząd placówki. Ten fatalny zwyczaj polityczny, znacznie obniżający wiarygodność i powagę Polski na międzynarodowej arenie zapoczątkowały poprzednie ekipy rządowe, ale - jak widać - nie jest on obcy również nowemu premierowi.

Glos polonii w usa
Głos Polonii w USA
10 stycznia, 2008
Post thumbnail default dark

Mniejsza o nazwiska i o przyczyny niechęci Tuska oraz jego otoczenia do osób, które miały objąć placówki w Meksyku i Wiedniu (przy OBWE). Niepoważnym i szkodzącym interesom Rzeczypospolitej jest sam fakt, że po uzyskaniu zgody władz państwa przyjmującego, a niekiedy nawet po podpisaniu nominacji przez Prezydenta RP, obejmujący rząd politycy wstrzymują bieg wprawionych już w ruch zdarzeń. W świecie dyplomacji nie jest to dobrze widziane i wywołuje kąśliwe – choć oczywiście dyskretnie i aluzyjnie wypowiadane – uwagi pod adresem kraju, w którym regularnie dochodzi do takich awantur.

Ambasador reprezentuje swój kraj, a nie jego aktualną władzę. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że tak jest tylko w teorii, ale akurat w tej dziedzinie warto przestrzegać pewnych reguł i – zaciskając zęby do bólu – zachowywać choćby pozory kontynuacji w polityce zagranicznej. To bardzo specyficzna dziedzina, w której wszelkie odstępstwa od uświęconych wielowiekową tradycją ceremonialnych zasad, nadmierne wstrząsy personalne, a zwłaszcza cofanie raz podjętych – zazwyczaj po długich i żmudnych konsultacjach z partnerami w innych stolicach – decyzji nie przysparzają prestiżu państwu, którego reprezentanci beztrosko łamią owe reguły.

Jeśli chcemy być traktowani przez możnych tego świata jako liczący się i odpowiedzialny kraj, nie możemy pozwalać sobie na takie zagrania, w jakie obfitują ostatnio czasy zmian politycznej warty w Polsce. Ustępująca ekipa nie powinna nominować ambasadorów w ostatnich chwilach swego urzędowania, już po przegranych wyborach, na złość nowemu rządowi, temu nie wolno się zaś odgrywać na poprzednikach, odwołując ich decyzje. Lepiej jest trochę pocierpieć i zrezygnować po jakimś czasie z usług nie chcianego ambasadora, jeśli okaże się on w praktyce niegodny zaufania.

Instancją łagodzącą konflikty w tej materii mógłby być prezydent, ponieważ to on podpisuje ambasadorskie nominacje, chociaż musi je uzgadniać z ministrem spraw zagranicznych, a także z parlamentarnymi komisjami. Zawsze jest jednak tak, że głowa państwa ma na pieńku albo z odchodzącym albo z przychodzącym do władzy rządem, trudno jest jej więc pełnić pojednawczą misję.

Dlatego z zażenowaniem patrzę na kolejne przepychanki w delikatnej dziedzinie dyplomacji i nie bardzo wierzę, aby one kiedykolwiek zanikły. Co innego bowiem pięknie mówić w kampanii wyborczej i telewizyjnych orędziach do narodu o potrzebie solidarnego stania wszystkich organów władzy państwowej na straży majestatu Rzeczypospolitej, co innego zaś realizować te zapowiedzi na co dzień w twardych politycznych realiach.

Jerzy Bukowski

Newsletter Dziennika Polonijnego

Zostaw pierwszy komentarz

Głos Polonii w USA – Beata

Głos Polonii w USA

New York, NY
  • Zweryfikowany
  • EN
    EN
  • PL
    PL
Profil firmy
Post
Filter