I odpowiadają sami sobie, że ma widocznie wiele wspólnego ze znanym powiedzeniem: “zdrowie wasze w gardło nasze”, ponieważ owo partnerstwo konsumowane jest (dosłownie) przez władze samorządowe, odwiedzające się nawzajem w bankietowo-rozrywkowej atmosferze. Rzadko słyszy się natomiast o jakichś konkretnych pożytkach dla szarych obywateli.
Włodarze Krakowa postanowili przełamać ten stereotyp. Zaproponowali mianowicie, aby mieszkańcy podwawelskiego grodu mogli za darmo zwiedzać muzea w miastach partnerskich i oczywiście vice versa.
To bardzo ciekawy pomysł, zwłaszcza że Kraków ma imponującą liczbę miast na całym świecie, z którymi łączą go bliskie więzy. Są na tej liście m.in. Bordeaux, Budapeszt, Edynburg, Fez, Norymberga, Innsbruck, Lwów, Orlean, Rochester. W wielu z nich znajdują się interesujące zbiory muzealne. Ale i duchowa stolica Rzeczpospolitej ma się czym pochwalić w tej materii.
Niektórzy krakowscy radni uważają, że nie należy ograniczać się jedynie do muzeów, ale poszerzyć wzajemną ofertę na spektakle teatralne, operowe i baletowe.
Gdyby ta inicjatywa spotkała się ze zrozumieniem miast partnerskich, zadałaby kłam innemu powiedzeniu, popularnemu w epoce PRL: “szampan jest to napój, którym wznosi toasty klasa robotnicza ustami jej najlepszych przedstawicieli”.
Jerzy Bukowski











