Tak niski popyt na wizy H-1B, szokujący wprost w obliczu lat ubiegłych, gdy trzeba było specjalnych loterii aby rozdzielić 65,000 wiz natychmiast po pierwszym dniu programu, zadaje kłam ujadaniom oponentów tych wiz, że H-1Bs negatywnie wpływają na amerykański rynek pracy. Oczywiste jest teraz, że wizy te falują równolegle z rzeczywistymi potrzebami amerykańskich pracodawców. W latach ekonomicznego boomu, przedsiębiorstwa zabijają się o wysoko wykwalifikowanych pracowników, a zwalniają ich podczas recesji. Czyli prawdziwy Kapitalizm przy pracy. Szkoda że nasz system imigracyjny nie może być lepiej dostosowany do potrzeb ekonomii i rynku pracy. Najwyraźniej, amerykańscy prawodawcy nie dowierzają zbytnio zasadom kapitalizmu i swoim własnym przedsiębiorcom. Może to ostatnie doświadczenie z H-1Bs przekona co niektórych w Kongresie, że arbitralne limity wizowe, oparte na populizmie, pachnące nieco zasadami centralnego planowania, nie mają racji bytu w ekonomii XXI wieku.
Póki co, cieszę się, że wielu moich klientów, sponsorowanych przez mniejsze firmy niż IBM czy Microsoft, nadal może uzyskać wizy H-1B bez większego zachodu czy łutu szczęścia. Przydatność wizy pracowniczej, w dobie zastojów w PERM-ach i kolejek wizowych, jest wprost niewyobrażalna. Nie mogę wyobrazić sobie kogokolwiek, kto myśli o stałym pobycie w USA, kto wolałby płacić wysokie czesne za kolejny, nieprzydatny kurs ESL, aby utrzymać status zagranicznego studenta, zamiast równie wysokich, ale jednorazowych, opłat za trzyletnią wizę H-1B.

Przemysław Jan Bloch
zapraszam do dyskusji na mój
BLOGH Internetowy: www.adwokatbloch.com















