Akcja “Stop przegradzaniu rzek” odbyła się w 8 największych miastach Polski. Władze regionów oraz minister środowiska dostały od protestujących list otwarty w sprawie zaprzestania bezsensownej – ich zdaniem – budowy małych elektrowni wodnych. Nie chcą oni, aby rzeki zmieniły się w betonowe straszydła. Im więcej zapór, tym mniej pstrągów, karpi, kleni i uklei.
Ekolodzy twierdzą, że w Polsce są już 674 małe elektrownie wodne, a kolejni inwestorzy czekają na wydanie im zgody na budowę dalszych. Produkują one obecnie tylko około 0,5 procenta prądu w kraju. Autorzy petycji do władz są zdania, że polski rząd może wydać moratorium na budowę małych elektrowni wodnych, tak jak zrobiła to Szwecja i Hiszpania. Większość krajów europejskich także wycofuje się z budowy takich obiektów, a nawet burzy już istniejące.
– Władze nie respektują tych wytycznych i rzeki po prostu znikają pod betonem, którego ryby nie mogą pokonać – mówili zgromadzeni na Rynku Głównym ekolodzy i wędkarze, pokazując na wielkich planszach skalę zagrożeń, jakie stwarzają dla wodnych stworzeń betonowe zapory.
Protestujący wyrażali nadzieję, że zostaną wreszcie opracowane i wdrożone jasne wytyczne dla konstruktorów, inwestorów oraz instytucji, wydających decyzje środowiskowe, które sprawią, że nie powstanie na polskich rzekach żadne nowe urządzenie szkodzące środowisku.
Jerzy Bukowski











