Był jedną z najbardziej charakterystycznych, znanych, lubianych i rozpoznawalnych postaci krakowskiego środowiska kombatanckiego. Ci, którzy znali go krótko, widzieli w nim wyłącznie surowego strażnika niezłomnych zasad etycznych i narodowych imponderabiliów, ale dla nas – jego starych znajomych – miał także inną twarz: pogodnego, życzliwego ludziom, ale nieustępliwego w zasadniczych kwestiach kombatanta.
Mało kto wie, że za zorganizowanie uroczystych obchodów święta 3 Maja w 1946 roku na Śląsku został skazany na karę 6 lat więzienia, co dumnie określał mianem swojego “patriotycznego uniwersytetu”.
Po 1989 roku był współzałożycielem Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego, a następnie Polskiego Związków Więźniów Komunizmu, którym kierował do chwili śmierci.
Kiedy w 1994 powoływaliśmy do życia POKiN, włączył się w jego prace z młodzieńczym zapałem i z wielką energią. Mimo podeszłego wieku i kłopotów zdrowotnych starał się nie opuszczać żadnego zebrania Rady Porozumienia, ani żadnej uroczystości niepodległościowej w Krakowie. Był wzorem punktualności i rzetelności, często wypominał nam sprawy, których nie byliśmy w stanie doprowadzić do pozytywnego końca od wielu lat i nieźle nas za to strofował.
Pamiętam, że ostatni raz widziałem Pana Jerzego, jak powoli, wsparty na lasce, ale jak zawsze dumnie wyprostowany kroczył 4 sierpnia pod kopiec Józefa Piłsudskiego na Sowińcu, aby wziąć udział w ceremonii złożenia w nim kolejnych ziem, upamiętniających walkę o niepodległość Rzeczypospolitej.
Zaangażowany do ostatnich chwil pracowitego życia w działalność społeczną odszedł na Wieczną Wartę niecały miesiąc po swej Małżonce – więźniarce obozu Auschwitz-Birkenau, którą z wielką troską i poświęceniem opiekował się przez długie lata. Trzymając ją za rękę na niebiańskiej polanie, spogląda teraz z góry i pilnuje nas, abyśmy nawet na pół kroku nie odstąpili od ideałów, którym był wierny przez całe życie.

(35).jpg)











