Na jego pytanie, dlaczego nie pojechała 10 października ani do Smoleńska i Katynia, ani do Warszawy odpowiedziała, że jej rodzina nie jest jeszcze gotowa na zmierzenie się z tym miejscem (lotniskiem Siewiernyj – JB).
– Ja nie bardzo wiem, co ja bym tam miała robić i czego bym tam miała szukać. Tutaj mamy 50 metrów od domu grób taty. Odwiedzamy go bardzo często. Wydaje mi się, że odwiedziny w tamtym miejscu nie pomogą w żaden sposób – mówiła na antenie RMF.
Stwierdziła, że jesteśmy bardzo daleko od wyjaśnienia przyczyny katastrofy rządowego samolotu. Jej zdaniem “całościowo patrząc na to dzisiaj można powiedzieć, że w wielu częściach to, co zostało zgromadzone – mówiąc kolokwialnie – nie trzyma się kupy”.
Zapowiedziała też wniosek o ekshumację zwłok ojca:
– Ja w ogóle jestem zdziwiona, że prokuratura takiego dowodu nie przeprowadza sama z urzędu. Ja rozmawiałam po raz kolejny z pozostałymi wieloma rodzinami, też chcą tej ekshumacji. Myślę, że spróbujemy zawiesić taki wspólny wniosek na naszym forum i aby każdy mógł sobie go ściągnąć i podłożyć pod to swoje dane.
Grzyb zapytał, czy jest przekonana, że ekshumacja jest właściwą metodą dojścia do prawdy.
– Pojawiają się głosy, które mówią o tym, że kilka osób tę katastrofę przeżyło. Oczywiście tutaj informacje są rozbieżne. Dzisiaj się mówi o tym, że może np. kilka minut po katastrofie jeszcze kilka osób żyło, ale były obrażenia tak głębokie, że nie było możliwym udzielenie pomocy. Ja myślę, że sekcja zwłok jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, o której godzinie i z jakich przyczyn ci ludzie zginęli. To co my mamy i do czego mamy dzisiaj dostęp ja odbieram jednak jako złamanie prawa. Dlatego, że nasi bliscy są pochowani bez wiadomej przyczyny zgonu – powiedziała Małgorzata Wassermann w RMF.
Jerzy Bukowski
(131).jpg)











