Wedle znowelizowanej w marcu br. ustawy (weszła w życie 1 lipca) w szkołach mniejszości narodowych lekcje dotyczące historii i geografii Litwy, a także wiedzy o świecie w części dotyczącej tego kraju oraz z podstaw wychowania patriotycznego mają być prowadzone wyłącznie w języku litewskim.
– Przeanalizowaliśmy tę ustawę bardzo szczegółowo. Niestety, jest ona dyskryminująca i zagraża szkolnictwu polskiemu na Litwie, uszczupla prawo rodziców do kształcenia dzieci w języku ojczystym, narusza prawa dziecka i zasady równouprawnienia – powiedział PAP prezes Macierzy Józef Kwiatkowski.
Zapewnił on, że stowarzyszenie będzie nadal zwracać się do litewskich władz z żądaniem wniesienia poprawek do ustawy o oświacie. Zaapelował także do rodziców, których dzieci uczą się w polskich szkołach, by wyrażali swój sprzeciw nie tylko w formie akcji protestacyjnych, ale też masowo wysyłanych pism do odpowiednich instytucji państwowych.
Prezes Polskiej Macierzy Szkolnej na Litwie nie zgadza się natomiast z zarzutami niektórych tamtejszych polityków, wedle których protesty mniejszości są przejawem nielojalności wobec kraju, w jakim żyją.
– Jesteśmy lojalni i korzystamy z możliwości demokracji. Uczestniczymy w zarządzaniu państwem – podkreślił Kwiatkowski w rozmowie z PAP.
A ja zastanawiam się, czy odważnie walczący o swoje prawa przedstawiciele różnych polskich stowarzyszeń na Litwie otrzymają należne im wsparcie od władz Rzeczypospolitej (z Ministerstwem Spraw Zagranicznych na czele), które powinny być im wdzięczne za taką aktywność i niezwłocznie podejmować dyplomatyczne kroki w celu zapewnienia naszym rodakom zgodnego z europejskimi konwencjami ich traktowania przez instytucje państwowe oraz samorządowe w krajach osiedlenia.
Jerzy Bukowski
(220).jpg)
















