Władze i członkowie Związku wyrażają nadzieję, że pracujące obecnie nad zmianą około trzystu nazw warszawskich ulic, placów i skwerów władze stolicy przychylą się do ich prośby o upamiętnienie ofiar obławy, “uwzględniając fakt, że bardzo wielu mieszkańców stolicy ma szczególne związki z Augustowszczyzną i Suwalszczyzną”.
“We wniosku przytoczone są fakty historyczne dotyczące obławy augustowskiej, przeprowadzonej już po wojnie, bo w lipcu 1945 roku, przez Wojska Wewnętrzne NKWD, kontrwywiad wojskowy Smiersz 3. Frontu Białoruskiego Armii Czerwonej, a także miejscowych konfidentów współpracujących z UB i MO. Ta ogromna akcja pacyfikacyjna objęła tereny ówczesnych powiatów augustowskiego, suwalskiego i północnej części sokólskiego” – czytamy w gazecie.
W dalszej części swego apelu władze Związku argumentują:
“W wyniku obławy augustowskiej aresztowano ponad siedem tysięcy osób, po czym uwięziono je w tzw. punktach filtracyjnych urządzonych przez Smiersz, gdzie prowadzono drakońskie przesłuchania. Około pięciu tysięcy osób zostało zwolnionych. Pozostali zaginęli bez wieści. Do dzisiaj nie znamy miejsca Ich straceń i dołów śmierci.”
Rodziny ofiar obławy wskazują, że wiedza o tej sowieckiej zbrodni nie jest jeszcze w społeczeństwie rozpowszechniona, tym bardziej więc istnieje potrzeba takich gestów jak ten proponowany Warszawie.
– Nasza prośba wynika z faktu, że największa zbrodnia ludobójstwa na Polakach dokonana po zakończeniu II wojny światowej nie znalazła właściwego upamiętnienia w najnowszej historii Polski – podkreślił w rozmowie z “Naszym Dziennikiem” ksiądz prałat Stanisław Wysocki, prezes Związku Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej 1945 Roku, który w obławie stracił ojca i dwie siostry – żołnierzy Armii Krajowej.
Jerzy Bukowski
Korespondencja z Krakowa
dla Portalu www.Poland.us
















