Można już pisać o “polskich obozach zagłady”

Sąd Okręgowy w Warszawie odrzucił wniosek o zakazanie dziennikowi "Die Welt" używania sformułowania "polski obóz"; proces cywilny wytoczył wydawcy niemieckiej gazety jesienią ubiegłego roku Zbigniew Osewski ze Świnoujścia, który stracił cierpliwość do "pomyłek" popełnianych przez nią w kontekście twórców obozów zagłady podczas drugiej wojny światowej na terenie okupowanej Polski - poinformował portal wPolityce.

Glos polonii w usa
Głos Polonii w USA
14 maja, 2013
Post thumbnail default dark

“Na dodatek podjęcie tej decyzji zajęło sądowi prawie miesiąc, choć przepisy obligują go do siedmiodniowego terminu. Podjęcie bardzo podobnej decyzji wobec Polaków, niemieckiemu sądowi zajęło… kilka godzin” – czytamy w portalu.

– Niemcy zakatowali mojego dziadka w obozie pracy w Iławie. To był podobóz Stutthof. Z tego co zdołałem się dowiedzieć, to dziadek zmarł w czasie ciężkiej pracy przy rozbudowywaniu węzła kolejowego w Iławie. Dlatego nie mogę pogodzić się z tym, że Niemcy fałszują historię nazywając własne obozy polskimi. Zamierzam sprawę doprowadzić do końca – mówił Osewski w wywiadzie dla wPolityce.

Jak już tutaj pisałem, w marcu br. Osewski, a miesiąc później jego pełnomocnik, Lech Obara, złożyli wnioski o zabezpieczenie powództwa w postaci zakazania “Die Welt” używania sformułowań obrażających Polaków: “polski obóz zagłady” i “polski obóz koncentracyjny”. Zrobili to dlatego, że w lutym 2013 roku niemiecka gazeta ponownie sfałszowała historię, nazywając obóz w Sobiborze polskim.

– Można w sumie uznać, że działanie “Die Welt” to recydywa. Chyba tylko takie określenie rodem z prawa karnego pasuje do nagminnego obrażania nas przez tę gazetę – powiedział w rozmowie z portalem mecenas Obara.

Dlaczego warszawskiemu sądowi rozpatrzenie wniosku zajęło tak dużo czasu? Dlaczego przekroczony został przepisowy termin?

– Jak zwykle w takich sytuacjach zapewne wynikało to z jakiegoś rozkładu pracy w tym referacie. Być może, a nie badałam tego pod tym kątem, sędzia była na urlopie lub na zwolnieniu lekarskim. Albo po prostu wykonała tę czynność (rozpatrzenie wniosku) przekraczając termin, co się bardzo często zdarza z uwagi na ilość spraw – tłumaczyła w rozmowie z wPolityce rzecznik prasowy do spraw cywilnych Sądu Okręgowego w Warszawie sędzia Maja Smoderek.

“Decyzja polskiego sądu i jego opieszałość jest doskonale widoczna na tle podobnej sprawy, którą wobec Powiernictwa Polskiego, pozwanego przez Erikę Steinbach, podjął niemiecki sąd w Kolonii. Do Izby Cywilnej kolońskiego sądu 15 sierpnia 2007 r. wpłynął wniosek o zabezpieczenia powództwa od Eriki Steinbach, szefowej Związku Wypędzonych. Chodziło o zakazanie rozpowszechniania słynnego plakatu z twarzą Steinbach obok twarzy esesmana i rycerza krzyżackiego. Sąd koloński przychylił się do żądania obywatelki Niemiec i zakazał Powiernictwu Polskiemu używania tego plakatu. Decyzję o tym sąd podjął… 15 sierpnia, a więc w tym samym dniu, którym wpłynął wniosek. Niemiecki sąd – identycznie jak polski – ma na taką decyzję, także siedem dni” – czytamy w portalu.

Mec. Obara zapowiedział, że będzie odwoływał się od decyzji warszawskiego sądu.

– Uważamy, że wniosek spełnia wszystkie wymagania, aby zakazać “Die Weltowi” kłamania na nasz temat i obrażania nas – stwierdził w rozmowie z wPolityce.

“O determinacji pozywającego <Die Welt> i mimo przeciwności ze strony polskiego wymiaru sprawiedliwości, świadczy fakt, że podwyższył on kwotę zadośćuczynienia żądanego od niemieckiej gazety fałszującej historię. Było 500 tysięcy na dom dla chorych dzieci w Świnoujściu, a jest jeden milion złotych” – napisano w portalu.

Newsletter Dziennika Polonijnego

Zostaw pierwszy komentarz

Głos Polonii w USA – Beata

Głos Polonii w USA

New York, NY
  • Zweryfikowany
  • EN
    EN
  • PL
    PL
Profil firmy
Post
Filter