Po zlustrowaniu pod tym kątem generała Wojciecha Jaruzelskiego, który wkrótce zostanie przebadany przez biegłych na wniosek prokuratorów z Katowickiego Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, przyszedł czas na jednego z jego najwierniejszych poddanych, czyli gen. Czesława Kiszczaka, który – jak już tutaj pisałem – zażywa uroków beztroskiego życia emeryta w swojej posiadłości na Mazurach, gdzie kilka tygodni temu “przydybała” go w całkiem niezłej formie ekipa telewizyjna TVN 24.
Teraz “Fakt” wytropił, że były minister spraw wewnętrznych PRL, który unika odpowiedzialności za swoje czyny dzięki zaświadczeniom o możliwej chorobie Alzheimera i postępujących problemach neurologicznych, dyktuje żonie swoje wspomnienia.
“Oficjalnie Kiszczak tego nie komentuje. Ale jego żona przyznaje, że spędziła długie godziny na spisywaniu pogawędek z generałem. Część tego materiału już została wykorzystana w jej ostatniej książce <Twórca zmian>. Nie wykluczyła jednak, że powstanie kolejna książka – jak się wyraziła – <bliska mężowi>”- czytamy w gazecie.
Tymczasem nie tak dawno sąd uznał, że stan zdrowia generała nie pozwala na jego udział w procesie, ponieważ “choroba podsądnego jest długotrwałą przeszkodą”.
“Problemy ze słuchem, stany otępienia umysłowego i inne problemy neurologiczne, uniemożliwiają ponoć Kiszczakowi normalne odpowiadanie na pytania sądu. Biegli twierdzą, że rzekomo nie może brać udziału w procesie karnym. Jak w takim razie tłumaczyć to, że potrafił skupić się na pracy nad książką? Jak to wytłumaczą sądowi biegli? Cudem?” – zastanawia się “Fakt”.
A mnie dziwi, że tak często deklarujący gotowość wzięcia pełnej odpowiedzialności za swoją przeszłość – zgodnie z zasadami honoru oficerskiego – obaj generałowie robią niegodne uniki, kiedy tylko trzeba przejść od buńczucznych zapowiedzi do konkretów, czyli stawienia się przed obliczem Temidy.
















