Jak już tutaj pisałem, w jednym ze szczecińskich szpitali klinicznych katolicki kapłan udzielił tego sakramentu niewierzącemu pacjentowi, który był w śpiączce farmakologicznej po operacji kardiochirurgicznej. Ten pozwał placówkę za naruszenie zasad wolności sumienia.
– Biorąc pod uwagę małe natężenie winy po stronie pozwanej, brak krzywdy, ewentualnie jej znikomość po stronie powoda, cel w którym to zostało udzielone namaszczenie, to te okoliczności przemawiają za odmową uwzględnienia roszczenia powoda – podkreślił sąd (wszystkie cytaty za depeszą PAP).
W ustnym uzasadnieniu wyroku sąd podkreślał m.in., że powód nie udowodnił doznania jakiejkolwiek szkody psychicznej czy fizycznej z powodu namaszczenia, nie korzystał z pomocy psychologa ani psychiatry, nie wykazał też, że poniósł jakiekolwiek wydatki w związku z krzywdą, której rzekomo miał doznać.
Sąd przypomniał, że mężczyzna złożył pozew dopiero dwa lata po tym, jak dowiedział się o namaszczeniu, co wskazuje, że jego poczucie krzywdy nie było tak wielkie jak deklarował podczas procesu.
“Sąd dodał też, że powód nie wykazał, jakoby jego trauma utrzymywała się nadal. Przytoczył słowa mężczyzny, że cały czas odczuwa on traumę, tak jak <dzieci molestowane przez księży>. Powód w żaden sposób nie wykazał, że nie mógł normalnie funkcjonować. Zdaniem sądu, mylenie przez powoda takich pojęć jak <agnostyk> czy <ateista> może świadczyć, że jest on <nie do końca świadomy swej duchowej tożsamości>. Sąd zaznaczył, że jeśli ze strony szpitala doszło do winy, to była ona nieumyślna i <w postaci lekkomyślności>. Nie było też złej woli kapelana” – czytamy w depeszy PAP.
















