Wyższa Szkoła Biznesu – National Louis University w Nowym Sączu postanowiła pójść jeszcze dalej: uczniowie, którzy nie zdali matury, a nie chcą tracić roku, mogą wykupić w niej specjalne kursy, zaliczyć je, a po zdaniu po roku egzaminu dojrzałości uzyskać zaliczenie pierwszego roku studiów.
“- Nasz projekt może budzić kontrowersje, ale jest zgodny z prawem. Osoba, decydująca się na wykupienie kursów z zakresu politologii, zarządzania, psychologii czy informatyki, nie ma statusu studenta Jest po prostu kursantem” – powiedział “Dziennikowi Polskiemu” rektor WSB-NLU doktor Wiktor Patena.
Formalnie studentem (i to od razu drugiego roku) można zostać dopiero po zdaniu zaległej matury, zaliczeniu wszystkich kursów i uzyskaniu zgody dziekana.
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego uważa, że sądecka uczelnia narusza w ten sposób ustawę o szkolnictwie wyższym.
“- Przyjmowanie osób nieposiadających świadectwa dojrzałości, a następnie, po uzyskaniu tego świadectwa, zaliczanie im I roku i wpisywanie na kolejny rok studiów należy uznać za naruszenie przepisów” – wyjaśnił na łamach “DP” rzecznik prasowy Ministerstwa Łukasz Szelecki.
Zdumiewa mnie postępowanie władz sławnej niegdyś (jej założycielem w 1991 roku i pierwszym rektorem był senator w latach 1989-1993 dr Krzysztof Pawłowski) jednej z najlepszych niepublicznych uczelni w Polsce. Przekraczają one nie tylko przepisy prawa, ale także zdrowego rozsądku.
Kierując się stosowaną przez nie logiką można pójść jeszcze dalej, a raczej niżej i “zaliczkowo” przyjmować na studia absolwentów gimnazjów, którzy chodziliby równolegle do liceów czy techników, a po zdaniu matury mogliby od razu przystąpić do obrony prac licencjackich. Tym sposobem mielibyśmy wkrótce najmłodszych magistrów i doktorów na świecie. Tylko że akurat w nauce pośpiech nie jest najważniejszy.
















