– Ja jeżdżę na rowerze z akumulatorem. Trochę ja kręcę a trochę akumulator. Może się będzie dało wspomóc konie. To nie jest zamknięta sprawa. Patrzę przez pryzmat rowerów. Może się uda. Nie wiem. Będą takie rozmowy z instytutami, żeby rozważyć, czy to możliwe. Musi być jeszcze szczegółowe monitorowanie. Co kilometr może być sprawdzane, czy ktoś przyspiesza czy nie. Można mieć przejazd pod kontrolą. To pomoże w poprawie jakości tej usługi – wyjaśnił na antenie krakowskiej rozgłośni.
To bardzo oryginalna propozycja. Z jednej strony zachowany byłby tradycyjny transport koński, z drugiej przeciążone – zwłaszcza w szczycie letniego sezonu turystycznego i w upale – czworonogi miałyby znacznie łatwiejszą pracę.
Z technicznego punktu widzenia nie będzie to chyba zbyt trudne.
















