– Uzyskaliśmy dwie całkowicie sprzeczne opinie. Z tej napisanej przez obrońców praw zwierząt wynika, że wóz jest przeciążony o ponad 900 kilogramów, natomiast opinia hipologa z Uniwersytetu Przyrodniczego świadczy, że konie nie pracują zbyt ciężko – powiedział Polskiej Agencji Prasowej mówi dyrektor TPN Szymon Zaborowski.
“Inżynier Beata Czerska z Tatrzańskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, która sformułowała jedną z opinii twierdzi, że wóz należy odciążyć o 926 kg, czyli trzeba by zdjąć z niego blisko 11 pasażerów. W takim wypadku zgodnie z regulaminem, na wozie mógłby pozostać jeden pasażer i woźnica. Zdaniem ekologów, konie pracujące przy transporcie turystów są zmuszane do pracy ponad ich siły, a to jest przestępstwo znęcania się nad zwierzętami. Profesor Ryszard Kolstrung z Katedry Hodowli i Użytkowania Koni Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie w swojej ekspertyzie wykazał, że konie pracujące na trasie do Morskiego Oka nie są zbytnio przeciążane, a ustalone przerwy w pracy pozwalają zwierzętom dostatecznie zregenerować siły. Ekspert zwrócił uwagę, że Czerska w swoich obliczeniach popełniła błędy logiczne m.in. nie uwzględniając pracy koni, a ich własny ciężar sumując do obciążenia z jakim się zmagają” – czytamy w depeszy PAP.
– W tej sytuacji wyślemy opinie do grupy roboczej do spraw transportu konnego na drodze do Morskiego Oka. Jeżeli to nie przyniesie rozstrzygnięcia, będziemy poszukiwali jeszcze jednego eksperta – stwierdził Ziobrowski w rozmowie z PAP.
Nie chciałbym być w skórze tego eksperta.
















