Jest to klasyczny przejaw seksizmu, który bezkompromisowo powinna zwalczać każda uważając się za postępową partia, a więc również Platforma Obywatelska. Nikt nie zwraca na to jednak uwagi. A gdyby było na odwrót?
Nietrudno sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby Donald Tusk ogłosił, że większym zaufaniem darzy mężczyzn i dlatego będzie ich preferował przy powoływaniu ministrów. Organizacje feministyczne rozniosłyby po całym świecie, że premier polskiego rządu uważa kobiety za gorszą część klasy politycznej, a nawet ludzkości, orędownicy politycznego słuszniactwa (political corrextness) zaatakowaliby go zaś w mediach za obskurantyzm i wstecznictwo.
Ewie Kopacz w ogóle nie wytyka się tej sprawy. Być może dlatego, że po 100 dniach jej rządzenia wszyscy machnęli już na nią ręką i nikt nie traktuje na serio tego, co mówi oraz robi.
















