Dyrektorzy szkół całą winę zrzucają na uczniów, a rodzice coraz częściej występują o odszkodowania w sądzie.
“W ubiegłym roku szkolnym było ponad 400 wypadków więcej niż w roku 2012/13. Rok szkolny zamknął się liczbą 71,6 tys. takich zdarzeń” – czytamy w “GP”.
Sytuacji nie poprawiły Kontrole Państwowej Inspekcji Pracy, ani program “Bezpieczna i przyjazna szkoła” wdrożony przez Ministerstwo Edukacji Narodowej.
“Najwięcej, 44 tys. wypadków, przydarzyło się dzieciom na lekcjach wf. Drugą kategorią są przerwy międzylekcyjne. Przyczyny wypadków dyrektorzy szkół muszą raportować do MEN. Jako najczęstszą wskazują nieuwagę dzieci. Bardzo rzadko szukają jej w nieodpowiednim nadzorze nad uczniami. Na niedostateczny nadzór nad uczniami wskazały prowadzone przez PIP kontrole. W 2013 r. inspekcja wydała poradnik dotyczący ograniczenia liczby wypadków w szkołach” – napisała gazeta.
Z ustaleń PIP wynika, że w wielu szkołach w ogóle nie prowadzi się regularnych kontroli bezpieczeństwa urządzeń, a uczniowie są zmuszeni do przebywania w pomieszczeniach o niskim standardzie sanitarnym.
















