Trzeba jednak obiektywnie stwierdzić, że wczorajsze wystąpienie Barbary Nowackiej na konwencji wyborczej ZL było bardzo udane pod każdym względem, a namaszczenie jej przez odchodzącego z polityki kolejnego weterana rodem z PZPR (chociaż będącego obecnie senatorem niezależnym) Włodzimierza Cimoszewicza na autentyczną, nie zaś malowaną przywódczynię lewicy może stanowić zapowiedź naprawdę nowych czasów.
Z przyjemnością słuchałem rzeczowego, spokojnego, pełnego i konkretów, i dobrych chwytów retorycznych, i bon motów wystąpienia Nowackiej. Nie było w niczym gorsze od wiecowych przemówień Ewy Kopacz i Beaty Szydło, zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że liderka lewicy wypadła lepiej od swoich rywalek. Nie ma ona, oczywiście, żadnych szans na objęcie funkcji premiera (aczkolwiek przy koalicyjnych układankach po wyborach może otrzymać tekę wicepremiera, gdyby Platforma Obywatelska bądź Prawo i Sprawiedliwość chciały współtworzyć rząd ze Zjednoczoną Lewicą), ale zaprezentowała się znakomicie, łącząc widoczną już dojrzałość z kontrolowaną spontanicznością.
Ta nowa twarz polskiej lewicy może się podobać i budzić uznanie.










