Z Popradu do Tatrzańskiej Łomnicy jedzie się samochodem zaledwie 15 minut, na Strbske Pleso – 30, a do Jasnej pod Chopokiem w Niskich Tatrach – 45.
Jedyny problem to kiepsko funkcjonująca komunikacja publiczna. Jak powiedziała informującej o tej sprawie “Gazecie Wyborczej” doktor habilitowana Jadwiga Berbeka z Katedry Turystyki Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, “lotnisko w Popradzie jest źle skomunikowane”, bo “jeden autobus dziennie to jakiś żart”, a wypożyczenie samochodu może okazać się droższe od podróży samolotem.
Eksperci twierdzą jednak, że czekający na gości z Polski właściciele słowackich hoteli i pensjonatów z pewnością zaoferują im możliwość transportu z lotniska oraz na nie po skończonym pobycie.
“- Słowacy staną się poważną konkurencją dla Zakopanego. W Zakopanem nie ma gdzie jeździć na nartach. Do Białki jeżdżą osoby, które preferują rodzinne narciarstwo. Ci, którzy szukają wymagających stoków, już dziś wybierają Chopok i Łomnicę. Ze względu na uwarunkowania środowiskowe i brak naśnieżania nasz Kasprowy nie może stanowić dla nich konkurencji. Do tego ciągłe korki na zakopiance…” – powiedziała gazecie dr hab. Berbeka.
Prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej Agata Wojtowicz nie widzi jednak powodów do niepokoju.
“- To już trzeci przewoźnik, który podejmuje się tego wyzwania. Poprzednie próby były nieudane. W żaden sposób tanie lotnicze połączenia z Warszawy do Popradu nie odbiły się na spadku zainteresowania ze strony turystów odwiedzających Zakopane. To uzupełnienie naszej oferty, a nie konkurencja. Co roku odwiedza nas zresztą coraz więcej turystów” – przekonywała na łamach “GW”.
Doceniam optymizm zakopiańskich urzędników, ale jestem przekonany, że ci warszawiacy oraz mieszkańcy okolic stolicy, którzy zdecydują się spędzić parę dni na tatrzańskich stokach, wybiorą ofertę łotewskich linii lotniczych i zostawią swoje “dutki” na Słowacji, gdzie tańsze są także pensjonaty, wyżywienie oraz karnety.










