Dlatego też kiedy pewien młody człowiek w środku dnia porwał w centrum miasta jadącego na rowerku 4-latka, wrzucił go do śmietnika, a tam bił przerażone dziecko kijem, po czym dotkliwie ugryzł je w policzek, okrzyczano go natychmiast Anglikiem. Później okazało się, że to jednak najprawdopodobniej Słoweniec.
Gdyby nie pomoc zaalarmowanych przez goniącą napastnika matkę chłopczyka przechodniów mogłoby dojść do tragedii. Mężczyzna został przekazany w ręce policjantów, którzy nie mogą z nim jednak nawiązać kontaktu, ponieważ wypowiada się w jakimś niezrozumiałym dialekcie. Nie był pod wpływem alkoholu ani środków odurzających, zostanie natomiast przebadany na ewentualną obecność wirusów w organizmie oraz przez psychiatrów.
To już lepsi są pijani Angole na ulicach Krakowa.










