Wiele komentujących ten apel osób zwróciło mi uwagę, iż jest to głos wołającego na puszczy, ponieważ ci ludzie nie odczuwają żadnej skruchy z powodu popełnionych czynów. Ja uznałem jednak, że każdy dożywający swych dni człowiek – nawet o najgorszej przeszłości – dokonuje rachunku sumienia i chce jakość zadośćuczynić za krzywdy wyrządzone bliźnim w imię obłędnej ideologii, z oportunizmu, z chęci zrobienia kariery, czy ze zwykłej głupoty.
Wydawało mi się też, że skoro umarli już przełożeni, którzy zobowiązali ich do milczenia, byli ubecy i esbecy zechcą podzielić się tajemną wiedzą z pracownikami IPN. Gdyby mieli zaś wątpliwości, czy mogą to zrobić, powinni zwrócić się do obecnych ministrów spraw wewnętrznych i obrony narodowej, w których gestii jest zwolnienie ich z dochowania zmowy milczenia w tej materii.
Oni sami często mówili, że służyli takiej Polsce jaka wówczas była. Teraz jest inna, ale lojalność wobec zwierzchników nadal ich obowiązuje, nawet na emeryturze. Niechże więc u schyłku życia, zechcą wykazać się patriotyzmem, którym tak często szermują.
Niestety, do tej pory nie ma żadnego odzewu na mój apel. Czyżby służba w zbrodniczych formacjach definitywnie pozbawiła ich funkcjonariuszy zdolności rozpoznawania dobra i zła? Nie tracę nadziei, że przynajmniej w przypadku niektórych z nich jest inaczej, bo przecież sumienia nie da się tak łatwo zabić. Nadal cierpliwie czekam.










