Z archiwów Instytutu Pamięci Narodowej, do których dotarł tabloid wynika, że od 23 października 1969 roku był on żołnierzem służby zasadniczej, a po uzyskaniu stopnia kaprala postanowił rok później zostać podoficerem zawodowym. W rozmowie telefonicznej poseł przyznał, że jego jednostka brała udział w tej masakrze, ale on odmówił wyjazdu i został w koszarach.
Szef Warszawskiego Oddziału IPN i badacz Grudnia ’70 profesor Jerzy Eisler powiedział “Faktowi”, że to niemożliwe, by niscy stopniem wojskowi mogli odmówić przełożonym i nie ponieść konsekwencji. Jego opinię podzielił prof. Antoni Dudek, mówiąc:
– Taki ktoś błyskawicznie straciłby pracę i zostałoby to odnotowane w jego aktach. Dla mnie to brzmi jak bujda z chrzanem!
Krasulski żadnych konsekwencji nie poniósł.
“Do lutego 1976 r. jego kariera w wojsku przebiega płynnie. Doszedł do stopnia plutonowego, gdy nagle coś się wydarzyło. Krasulskiego zdegradowano do stopnia szeregowca i wyrzucono z armii” – czytamy w gazecie. Dlaczego tak się stało?
“- To długa historia, kiedyś o tym porozmawiamy” – zakończył rozmowę z dziennikarzem poseł, który niedługo po odejściu z wojska zaangażował się w działalność opozycyjną, a w 1981 r. został nawet skazany za organizację nielegalnego strajku w Zakładach Piwowarskich w Elblągu.
“W 1989 r. przecięły się jego drogi z Kaczyńskim – Krasulski pomógł mu w Elblągu zdobyć mandat senatora. Do dzisiaj prezes PiS jest mu za to wdzięczny. Krasulski od lat jest ważnym członkiem władz PiS. Nawet mimo skazania w 2005 r. za jazdę samochodem po alkoholu” – napisał “Fakt”.
















