W pierwszy, trzytygodniowy rejs oryginalny, płaskodenny statek rzeczny bez kilu o napędzie wiosłowym wyruszył 1 lipca do Gdańska.
“Po polskich rzekach galary pływały od średniowiecza, a ostatnie fotografował pod Wawelem słynny Henryk Hermanowicz jeszcze w latach 50. XX wieku” – czytamy w portalu.
“Bodyka” ma pełnić rolę ruchomego ośrodka kultury pływającego po Wiśle i szerzącego wiedzę o dawnych czasach w sposób najbardziej atrakcyjny: poprzez bezpośredni udział uczestników w odtwarzaniu dawnych technologii, sztuk walki, a nawet kuchni.
“Zamierzenie nigdy by się nie udało, gdyby nie to, że w Wieluniu mieszka Wacław Witkowski, szkutnik budujący historyczne statki historycznymi metodami. Pod jego kierunkiem młodzi ludzie uczyli się dawnego szkutnictwa i pomagali galar zbudować. W budowie uczestniczyło w sumie 40 osób. Statek (a właściwie okręt) powstał spory: bez mała 15 metrów długości, 3,5 metra szerokości. Okręt dlatego, że galar dysponuje artylerią pokładową (trzy armaty), a załoga jest uzbrojona. Nawet 50 osób mieści się na pokładzie np. podczas koncertu” – napisał “GN”.
W czasie rejsu do Gdańska organizowane będą pokazy, warsztaty i koncerty.
Rejs ma swoją stronę crowdfundigową (https:/zrzutka.pl/a5embh), na której można zdobyć miejsce w załodze w zamian za datek.
Prezeska fundacji “Horyzont Zdarzeń” Matylda Błyszczuk powiedziała portalowi, że jeśli uda się zebrać wystarczająco dużo pieniędzy, galar pojawi się na festiwalu łodzi tradycyjnych we francuskim Orleanie.
A skąd nazwa galara?
“Imię to nosiła królowa Icenów, która na początku naszej ery wszczęła powstanie przeciwko władzy Rzymian nad Brytami.
Oznacza ono <zwycięstwo> i miejmy nadzieję, że <Bodyka> zwycięsko dotrze do portu przeznaczenia” – czytamy na stronie internetowej krakowskiego wydania “Gościa Niedzielnego”.
















