W tym miejscu stoi obecnie budynek tzw. “małych ziemniaczarek”. W pobranych z niego w jesieni ubiegłego roku próbkach naukowcy potwierdzili obecność elementów organicznych, które zostały poddane działaniu wysokiej temperatury, najprawdopodobniej rozdrobnionych kości.
– Wydobyty materiał jest jednak zbyt mocno zdegradowany, by można jednoznacznie rozstrzygnąć, czy jest on ludzki, czy też nie. Ekspertyza wpisuje się jednak w to, co Muzeum Auschwitz wie w oparciu o dokumenty i relacje byłych więźniów. Stanowi pewne potwierdzenie, że są tam szczątki ludzkie, choć metodą naukową nie udało się tego rozstrzygnąć. Na dziedzińcu budynku są dwa pasy wybetonowane, a pomiędzy nimi nawierzchnia gruntowa. Wykonano dziewięć wykopów sondażowych. Na całym terenie, pod kilkunastocentymetrową warstwą darni, znajdowała się kilkunastocentymetrowa warstwa organiczna, wyraźnie odróżniająca się od gleby – powiedział Gramza w rozmowie z PAP.
“Z relacji byłych więźniów wynika, że Niemcy do utwardzania, wyrównywania lub osuszania terenu wokół obozu, używali popiołów ofiar, którymi byli głównie Żydzi mordowani na masową skalę w komorach gazowych Birkenau. Wielkie krematoria w tym obozie funkcjonowały od wiosny 1943 r. Część prochów Niemcy wysypywali do rzeki Wisły” – czytamy w depeszy PAP.
Stojący kilkadziesiąt metrów od drutów byłego obozu Birkenau murowany budynek wybudowano w 1943 roku jako magazyn gospodarczy służący głównie przechowywaniu kartofli.
“<Małe ziemniaczarki> zostały przebadane w ramach śledztwa Krakowskiego Oddziału IPN, które dotyczy zbrodni popełnionych w niemieckim obozie Auschwitz” – napisała Polska Agencja Prasowa.
















