Jan Kidawa-Błoński i Paulina Kosiniak-Kamysz byli naturalni, konkretni, znakomicie wypadli tak pod względem merytorycznym jak retorycznym. Ich “drugie połowy” zaprezentowały się natomiast nader mizernie, chociaż politycznego doświadczenia przecież im nie brakuje.
O ile po Kidawie-Błońskiej trudno było spodziewać się czegokolwiek poza monotonnym odczytaniem zawierającego kilka błędów gramatycznych tekstu (nie potrafiła ich poprawić na bieżąco), o tyle Kosiniak-Kamysz zanudził uczestników konwencji potwornie długim przemówieniem obfitującym w banały i truizmy.
Kandydaci KO i KP powinni otrzymać po tym fatalnym dla nich dniu ostre reprymendy nie tylko od partyjnych przyjaciół, ale także od swoich małżonków, którzy – wcale nie mając takich zamiarów – ukradli im show.










