Rozumiem ich szczerą chęć przypodobania się młodym ludziom, lecz nie popieram tej metody. Ewangeliczne treści można głosić na różne sposoby, są jednak pewne granice, których przekraczanie wcale nie przyciąga młodych ludzi. Wolą oni być raczej traktowani poważnie i tradycjonalistycznie.
A może nie mam racji?










