KONTAKT   I   REKLAMA   I   O NAS   I   NEWSLETTER   I   PRENUMERATA
Piątek, 19 sierpnia, 2022   I   01:29:21 AM EST   I   Emilii, Julinana, Konstancji
  1. Home
  2. >
  3. STYL ŻYCIA
  4. >
  5. Trochę historii

Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Ten co się słońcu pokłonił

13 października, 2009

Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Ten co się słońcu pokłonił

Kazimierz Przerwa – Tetmajer, urodził się w dniu 12 lutego 1865 roku w Ludźmierzu na Podhalu. Ten wielki polski literat, zmarł w dniu 18 stycznia 1940 roku w Warszawie. Zasłynął on w kulturze naszego narodu, jako wielki polski poeta, nowelista, powieściopisarz i dramaturg.

Uczęszczał on do Gimnazjum św. Anny w Krakowie, gdzie przeniósł się w 1883 roku z całą rodziną. W roku 1884 natomiast, rozpoczął on studia na wydziale filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Zadebiutował wydanym tam w 1886 roku tomikiem wierszy, który odbił się sporym echem w kręgach studentów krakowskich uczelni. Jest jednak prawdopodobne, że jego faktycznym debiutem była nowela pt. Rekrut, której oryginalny tekst niestety zaginął. W 1888 roku, Tetmajer zdobył nagrodę literacką za napisany wiersz ku czci Mickiewicza, a rok później za wiersz wydany ku czci Kraszewskiego. W latach 1888–1893, podjął on współpracę z pismami „Tygodnik Ilustrowany", „Kurier Warszawski" oraz z krakowskim „Czasem". A oto jeden z wierszy, który jako pierwszy z nalazł się na łamach wspomnianej krakowskiej prasy.
 
Dzwony

Dzwony, dzwony, dzwony huczą,
dzwony duszę drą!
wznak się wali, a ponad nią
dzwony, dzwony grzmią!
Wznak się wali od rozpaczy,
od bólu, od łez - -
a ponad nią dzwony huczą,
huczą, huczą w kres!...
Dzwony biją jej nad głową,
biją, biją w nią - -
wznak się wali, a ponad nią
dzwony, dzwony grzmią

Wydał on także osiem serii Poezji Wybranej, wychwalającej uroki polskiej ziemi i szczególnego uduchowienia płynącego z życia, które dla wszystkich kiedyś się skończy. Warto w tym miejscu przytoczyć wersy kolejnej poezji Tetmajera, która ma swoje odniesienie do uczuć poety.

Imienia twego niech nie śledzą - -
ja wiem i śmierć, co jest przede mną;
kres nam za jedną cichą miedzą,
chociaż nie pójdziesz w otchłań ze mną.
Choć dzwon ustanie bić na wieży,
długo, daleko dźwięk się szerzy.

Nastrojowa poezja Tetmajera, szczególnie odpowiadała dekadentom i bohemie młodopolskiej, przykładem tego jest wiersz pod tytułem
„Mów do mnie jeszcze”.

Mów do mnie jeszcze... Za taką rozmową
tęskniłem lata... Każde twoje słowo
słodkie w mem sercu wywołuje dreszcze -
mów do mnie jeszcze...
Mów do mnie jeszcze... ludzie nas nie słyszą
Słowa twe dziwnie poją i kołyszą,
Jak kwiatem, każdem słowem twem się pieszczę -
Mów do mnie jeszcze...

Zafascynowany góralskim folklorem, napisał on również cykl opowieści zatytułowanej Na skalnym Podhalu, ponadto epopeję tatrzańską Legenda Tatr, składającą się z dwóch części: Maryna z Hrubego i Janosik Nędza Litmanowski. Często w swej poezji, Tetmajer zestawiał piękno polskich Tatr z urokliwością kobiet.

Bowiem zaiste dziś ci mówię,
żeś w ogniu winna stanąć cała,
jako bóg grecki skamieniała
i osłonięta przez gwiazd mrowie,
niedotykalna, niewidzialna,
ogniem zakryta i zapalną.

Zostaniesz po mnie, chocieś wstała
wraz ze mną, wieczna i dozgonna,
ty towarzyszko mego ciała,
którą poślubiam jako żonę - -
a imię twoje to czczość wonna,
która oplata drzew koronę.

W 1895 roku, Tetmajer przebywał w Heidelbergu, pełniąc tam funkcję osobistego sekretarza Adama Krasińskiego. Podróżował on także dużo po Włoszech, Szwajcarii, Francji i Niemczech. Po I wojnie światowej zamieszkał on w Krakowie, a z czasem też i w Zakopanem, wreszcie osiadł na stałe w stolicy. Pełnił tam funkcję prezesa Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich, a w 1934 roku został członkiem honorowym Polskiej Akademii Literatury. Mimo, że kilkakrotnie był zaręczony (m.in. z Laurą Rakowską, z myślą o której napisał wiersz „A kiedy będziesz moją żoną"), nigdy się nie ożenił. Jednak wiersz ten obrazuje, zawiłe uczucia miłosne tegoż mistrza polskiego pióra.

A kiedy będziesz moją żoną,
niechaj ci oczy jasno płoną
i patrzą w pustkę tam daleko,
gdzie się czcze dymy z ziemi rodzą
i jak upiory gdzieś się wleką,
i jak umarli w nią odchodzą.
A kiedy będziesz moją żoną,
słuchaj, jak pustka w ciszy dzwoni,
jak echa pogrobowych dzwonów
w bezdeni nieba kędyś toną
i jak sekundę każdą goni
szmer łez żałoby i szmer skonów.
I niechaj ci w rozwarte oczy
żar, jako piorun, ogniem strzeli
i olśnij się w błyskawic bieli,
jak duch, co nad mogiły skoczy
i z nieba na skroń ściąga gromy,
aby w nich stanąć niewidomy.

Ze związku z jakąś aktorką, miał Tetmajer nieślubnego syna Kazimierza Stanisława, który w młodym wieku z niewiadomych przyczyn popełnił samobójstwo. Tej oto niegdyś wybrance swego serca, poświecił poeta następujący wiersz.


Gdybyś ty była szklanym jeziorem
patrzałbym w toń twą przez całe życie;
gdybyś ty była zielonym borem
słuchałbym szumu twego w zachwycie;
gdybyś ty była pustką bezludną
dla ciebie świata zrzekłbym się śmiele
gdybyś ty była śmiercią -- o cudna! --
szedłbym do ciebie, jak na wesele

Ze względu na pogarszający się stan jego zdrowia (utrata wzroku i nasilająca się choroba umysłowa), poeta musiał wycofać się z życia społecznego i twórczości literackiej. Miał on zapewniony byt, dzięki ofiarności społecznej. W styczniu 1940 roku, został wyrzucony przez Niemców z Hotelu Europejskiego, gdzie mieszkał. Ten incydent bardzo załamał psychicznie Kazimierza Tetmajera. Zmarł w Szpitalu Dzieciątka Jezus w Warszawie. Pochowany na zakopiańskim Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku. Podobno, podczas ceremonii pogrzebowej dla tej wielkiej postaci, całkowicie oddanej polskiej literaturze, ktoś ze znajomych zacytował jego wiersz, który jakże pięknie podkreślał jego stylowe polskie pióro.


...jednak, gdyby teraz wśród tych urwisk dziczy
czuć na rękach dwie dłonie drobne i niewinne,
patrzeć na usta małe, ciche, półdziecinne
i w oczy naiwności pełne i słodyczy...
Bowiem zaiste dziś ci mówię,
żeś w ogniu winna stanąć cała,
jako bóg grecki skamieniała
i osłonięta przez gwiazd mrowie,
niedotykalna, niewidzialna,

ogniem zakryta i zapalną.
Zostaniesz po mnie, chocieś wstała
wraz ze mną, wieczna i dozgonna,
ty towarzyszko mego ciała,
którą poślubiam jako żonę - -
a imię twoje to czczość wonna,
która oplata drzew koronę
gdybyś ty była śmiercią -- o cudna! --
szedłbym do ciebie, jak na wesele.

\"\"









EWA MICHAŁOWSKA WALKIEWICZ