Normy unijne są bardzo dokładnie określone, tak więc oscypek musi mieć od tej pory wyłącznie wrzecionowaty kształt, a wagę w granicach 60 – 80 gramów. Musi być produkowany z mleka owczego od polskiej owcy górskiej z domieszką co najwyżej 40 proc. mleka od polskiej krowy czerwonej. Przygotowano także wzór ekologicznego, przejrzystego opakowania oraz termin zakupu: od 15 kwietnia do końca września, ponieważ tylko wówczas bacowie produkują prawdziwe oscypki. Ma to pomóc wyeliminować nieuczciwą konkurencję, specjalizującą się w oszukiwaniu klientów poprzez oferowanie im czego, co bardziej przypomina słowacki ostiepok.
Zdefiniowane zostały również warunki sanitarne, w jakich regionalny ser może być wytwarzany. Unijni kontrolerzy będą regularnie sprawdzać, czy są one przestrzegane. Obniżono natomiast pewne normy higieniczne, bo przecież trudno zachować sterylną czystość w górskich bacówkach. Ale – jak obawiano się wcześniej – nie trzeba będzie wykładać ich kafelkami.
Oscypek powinien podbić podniebienia europejskich smakoszy, aczkolwiek dużo będzie zależeć od jego promocji na starym kontynencie. Ogromną konkurencję stanowią bowiem dla niego znakomicie reklamowane górskie sery alpejskie, popularne w wielu krajach, z których masowo przyjeżdżają do francuskich, włoskich, szwajcarskich i niemieckich kurortów narciarze-smakosze.
Osobiście uważam – nie tylko ze względów patriotycznych – że oscypek może swobodnie stawać do rywalizacji z alpejskimi serami, które wielokrotnie próbowałem. A jeżeli UE zalegalizuje w podobny sposób inne podhalańskie specjały: bunc, redykołkę i żętycę, kulinarna Europa może w znaczący sposób zmienić swe gusta. Na jeszcze lepsze!
Jerzy Bukowski












