6-letnia dziewczynka już niedługo zrozumie, że matka chciała ją zabić w swoim łonie. Nawet jeżeli – będąc w pełni dojrzałym człowiekiem – przyjmie za usprawiedliwione jej tłumaczenia, może to mocno i boleśnie przeżyć. Dowie się bowiem, że najdroższa osoba, jaką jest matka, przedłożyła własne zdrowie ponad jej urodzenie.
Nie wiem, czy deklarowana obecnie przez panią Tysiąc wielka miłość macierzyńska zdoła zrównoważyć ewentualny wstrząs, jaki przeżyje córka, zapoznając się w przyszłości ze wszystkimi okolicznościami głośnej sprawy sądowej. Czy nie spowoduje to psychicznych perturbacji, mogących mieć różne następstwa w zakresie jej relacji z matką i życia osobistego?
Muszę przyznać, że dziwi mnie brak tego wątku w ożywionej, a nawet gwałtownej dyskusji, wypełniającej krajowe media.
Jerzy Bukowski











